„Nie lubię wpuszczać ludzi do swojego świata” – wywiad z Mrokiem

W niemalże każdej recenzji płyt Mroka pojawiają się słowa: „jeden z najbardziej niedocenionych polskich raperów”. Trudno się z nimi nie zgodzić, bo autor m. in. klasycznego nielegala „Mroczne nagrania” dalej trafia tylko do nielicznych. Chwilę pogadaliśmy o rapie, ale szybko zeszliśmy na inną tematykę – niepewną przyszłość, obce cywilizacje i nasze zmierzające ku zagładzie społeczeństwo. Jest co poczytać.

Kolejna płyta i znowu to samo – pochlebne recenzje, słowa uznania od garstki fanów, jednak płyta przemyka niezauważona. Jak to jest, że nie masz tego dość?

Czasami mam dość i po każdej płycie jest tak samo. Chyba każdy twórca chciałby, by jego „dziecko” dotarło do szerszej publiki, a gdy tak się nie dzieje, mimo starań, to pojawia się frustracja, potem nawet złość, rezygnacja. Ale to mija, bo do głosu dochodzi główny powód tworzenia, czyli frajda, przyjemność jaką z tego czerpię. Wiadomo, gdzieś tam mam negatywne uczucia, ale staram się aż tak mocno na nich nie skupiać, a bardziej je tolerować i na ich podstawie coś dalej budować. Uważam, że trzeba po prostu robić swoje, bez względu na wszystko. Zrobić przerwę, odetchnąć i znowu działać. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę szerzej rozpoznawalny, ale tak na dłuższą metę, to mi odpowiada. Muzyka to zawsze było hobby i może dobrze by tak zostało. Wiesz… jeździsz na rowerze ale w Tour de France raczej nie wystartujesz.

Odczuwasz niechęć do kooperacji z wytwórniami czy w ogóle z innymi artystami? Nową płytę zrobiłeś praktycznie sam od podstaw.

Wytwórnie nie są skore do współpracy ze mną, odczułem to przy poprzedniej płycie, „W drodze do domu”, i już wtedy wiedziałem, że nie ma zbytnio sensu przy nowej produkcji próbować nią kogoś zainteresować. I z tego po części bierze się nikłe zainteresowanie, o którym przed chwilą wspomniałeś. Co do innych artystów, to lubię tworzyć z osobami, które znam osobiście, a że z polskiej rapowej sceny znam bardzo mało osób, tak więc właściwie nikt nie pojawia się w moich utworach. To mój świat i nie za bardzo lubię kogoś innego do niego wpuszczać. Odpowiada mi to, to jak pisanie powieści, nie trzeba wprowadzać drugiego autora, by było ciekawie. Nową płytę zrobiłem sam, to prawda, chciałem się sprawdzić, zacząłem coś i doprowadziłem do końca i to się dla mnie liczy. Po raz pierwszy też zrobiłem warstwę muzyczną. Wielkie dla mnie wyzwanie, sporo mnie nauczyło. I to myślę, że zaprocentuje przy kolejnym albumie, który będzie w starej formie, czyli powracam do współpracy z Mahynem. Będzie odpowiadał za całą warstwę muzyczną, ale przy moim wsparciu „samplowym”. Do tego mam ucho, uwielbiam szperać w winylach i za to właśnie, oprócz oczywiście „warstwy rapowej” będę odpowiedzialny. Na razie bardzo powoli się do tego przedsięwzięcia przygotowujemy.

A nie chciałbyś pokombinować z nowymi brzmieniami? Nie wiem, czy znasz „Wbrew wskazówkom” Tomasza Andersena, ale tam futurystyczny klimat, podobny do tego na „BłęKITibiel”, na elektro bitach brzmiał znakomicie.

Klasyczny rap jest mi najbliższy, moje ucho, z pewnymi wyjątkami nie toleruje nowych brzmień. Co prawda, mogę czasami czegoś posłuchać, ale kompletnie nie ciągnie mnie do tworzenia na takiej muzyce. Uwielbiam stare sample, trzask vinyla, świadomość, że ktoś włożył duszę w takie nagranie i ja to mogę w zupełnie inny sposób zinterpretować. Na nowej płycie z Mahynem jeszcze bardziej pójdę w klasyczny klimat à la produkcje Apollo Browna. Według mnie, patrząc na polski rap, bardzo brakuje czegoś takiego. Jeśli chodzi o Tomasza Andersena, to całej wspomnianej płyty nie słyszałem, tylko kiedyś single, ale zupełnie jej nie pamiętam, więc się nie wypowiem.

Ostatni krążek był też szczególnym krążkiem ze względu na tematykę. W recenzji określiłem ją jako „eco-rap” – zgodzisz się z tym?

Po części tak, bo wątek zniszczenia środowiska i konsekwencji tego, jest w niej obecny, ale nie dominujący. W tej płycie zmieszanych jest wiele myśli, koncepcji. Samo potraktowanie biblijnej Trójcy Świętej jako grupy pozaziemskich cywilizacji, które prowadzą obrady na temat ludzi, nie ułatwia określenia tej płyty. Do tego dochodzi trochę psychologii, np. przedstawienie zachowań ludzkich w momencie gdy te wysoko rozwinięte cywilizacje nam się „objawiają”. Nie umiem określić tej płyty.

Na pewno po części jest krytyką ludzkości. I to dość dosadną.

To prawda, bo zmierzamy w złym kierunku. Właściwie jeśli spojrzę na internet, memy, lajki, to wracamy do jaskiń, do ery obrazków. Ludzie czytają nagłówki, tytuły, nie wchodzą głębiej. Zauważam, że przestają stosować polskie znaki, nie umieją postawić w odpowiednim miejscu przecinka, czytać ze zrozumieniem. Wczoraj w autobusie byłem świadkiem rozmowy parki studentów, która chciała kupić psa i nauczyć go sikać do wanny, by mógł sam dłużej w domu zostawać. A dlaczego do wanny? Bo jeśli sikałby do kuwety, to mógłby nabrudzić. Nie chce mi się już tego komentować. Wydaje mi się, że wszystko głupieje dookoła.

Ostatnio w „Przekroju” czytałem, że cofnęliśmy się do czasów średniowiecza – wtedy też ludzie tworzyli zwarte społeczeństwa, w których wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkich. Teraz sami się ujawniamy – przenosząc nasze życie do sieci, gdzie inni mogą nas oceniać.

Z tym zwartym społeczeństwem to bym dyskutował, a wręcz stwierdził, że od wielu, wielu lat nie byliśmy tak podzieleni jak teraz, mam tu na myśli Polaków. Natomiast z całą pewnością bym się zgodził z tym, że wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich i to na własne życzenie. Zobacz taki Instagram, to jest narcystyczna parada, festyn sztuczności. Facebook swego czasu też taki był, ale wydaje mi się, że trochę to się zmieniło albo po prostu zbyt dużą liczbę znajomych przestałem obserwować, bo mówiąc dosadnie, w dupie mam co ktoś je na śniadanie.

Chcę ci jeszcze zadać pytanie, które często pojawia się w wywiadach na całym świecie – boisz się o przyszłość? Zazwyczaj pada w kontekście wyboru Trumpa na prezydenta USA i Brexitu, ciebie chyba jednak bardziej przeraża to, co robimy z Matką Ziemią.

Strach to może nie jest, raczej obawa, ale nie przed Trumpem czy Brexitem. Rozumiem, że świat to organizm i  wszystko jest ze sobą w jakiś tam sposób powiązane, ale wydaje mi się, ze wspomniane tematy są trochę nadmuchiwane przez media. Ja mam obawy co do tego jak np. będzie wyglądała służba zdrowia w Polsce, gdy będę naprawdę jej potrzebował na starość. Teraz jest tragedia, na specjalistyczne badania czeka się miesiącami, a na operacje nieraz latami. Mam obawy co do polskich lasów, które są zaśmiecane i wycinane, a zobacz, co się dzieje w Amazonii. Do tego wysyłamy te wszystkie świństwa w atmosferę. Chcemy więcej, szybciej i to nie pozostanie bez konsekwencji. Żywność… zbyt dużo wszędzie chemii, do tego jeszcze cholerne GMO. A koniec końców nie zdziwiłbym się gdyby za powiedzmy 200 lat jakaś globalna, sztuczna inteligencja stwierdziła, że jesteśmy szkodnikami i nas wszystkich zabiła.

„BłęKITibiel” to też apel, by ludzie przestali być bierni w tych sprawach.

Tak, bo uważam, że rap powinien zarówno bawić, jak i nieść przesłanie, skłaniać do myślenia.

W jak dużym stopniu Twoje twarde stąpanie po ziemi ukształtowały  fantastyka i science-fiction?

Raczej w znikomym, bo s-f, a bardziej fantasy to nauczyły „odlotu”. Na pewno pobudziły wyobraźnię, a twardego stąpania po ziemi nauczyło po prostu życie. Ale z tym twardym stąpaniem to też bym nie przesadzał. Może tak – prawą nogą stąpam twardo, ale lewą mam 30 cm nad chodnikiem.

Masz swoich ulubionych autorów, jeśli chodzi o książki?

Tak na szybko to do głowy przychodzi mi trzech autorów: William Gibson, J.R.R Tolkien i Piers Anthony, ale z pewnością znalazłoby się ich więcej.

Jacyś Polacy? Rozmawiamy akurat w 11. rocznicę śmierci Stanisława Lema.

Nie mam ulubionych, ale jakiś czas temu przeczytałem ciekawą książkę Roberta J. Szmidta – „Łatwo być Bogiem”.

Wierzysz w jakieś teorie spiskowe?

Wierzę, że jest na świecie wiele niewyjaśnionych spraw, tyle samo osób, o których istnieniu nie mam pojęcia, a którym zależy byśmy nie poznali prawdy. Na jaki temat? A choćby pozaziemskich cywilizacji albo bardziej nam bliższych – 11 września. Tam gdzie jest pieniądz, wielka polityka i władza tam człowiek mało znaczy. Z natury jestem nieufny, gdy media bombardują z lewa i prawa smogiem, to ja się zastanawiam: dlaczego? Dlaczego akurat teraz, dlaczego tak dużo, od czego chcą odwrócić uwagę. Na co dzień jesteśmy zajęci przyziemnymi sprawami i w sumie nam zwisa, czy ktoś tam gdzieś coś knuje czy nie. Tacy hobbici z Shire. Staram się mieć otwarty umysł, ale też filtrować, bo jednak w płaską Ziemię nie wierzę.

Jednak gdyby jakaś Rada Trzech objawiła się Ziemi lub gdyby obcy pojawili się jak chociażby w filmie „Arrival” to nie byłbyś najbardziej zdziwioną osobą na naszej planecie.

W życiu, byłbym szczęśliwy, przejęty, chciałbym kiedyś tego dożyć, to byłoby niesamowite. Jestem przekonany, że istnieje w kosmosie inteligentne życie, cywilizacje przewyższające naszą, zapewne inaczej postrzegają wszystko. Nie ukrywam, że miałbym też wiele obaw, ale myślę, że przejęcie wzięłoby górę. Kiedyś będziemy eksplorowali kosmos jak teraz Ziemię (o ile nie wyniszczymy wcześniej wszystkiego) i nie będzie w tym nic niezwykłego. Oczywiście dla osób żyjących w przyszłości, bo wyobraź sobie średniowiecznego rycerza, któremu chcesz opowiedzieć o samolocie i podróży przez pół globu w dobę.

Myślisz, że dałby ci dokończyć choć jedno zdanie czy od razu ściąłby cię za głoszenie herezji?

Zapewne by mnie zaprowadził do jakiegoś biskupa, który by mnie spalił na stosie ku uciesze tłumu w błocie. Z dwojga złego wolę ścięcie łba.

Twoja niechęć do Kościoła, którą słychać nie tylko na ostatniej płycie to między innymi efekt właśnie takiego zamknięcia tej instytucji na nowe poglądy?

Moja niechęć do Kościoła wynika przede wszystkim z tego, że traktuję go jako niepotrzebnego pośrednika. A czy zamyka się na nowe poglądy to właściwie nie wiem, bo rzadko mam styczność.

A dla nas, ludzi, jakaś nadzieja czy zmierzamy ku zagładzie?

Wydaje mi się, że potrzebna jest jakaś odnowa duchowa, odbicie od tego materializmu, kultu pieniądza, pięknych ciał, modnych ciuchów, przewartościowanie swoich żyć, bo to są rzeczy mało ważne. Tylko to łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Każdy powinien zacząć od samego siebie, no chyba że mu to odpowiada.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.