Ile znaczy charyzma? – Knaps/Kazet „No Name LifeStyle”

fot. Facebook Knapsa

Superlativez z najlepszą tegoroczną premierą czekało aż do grudnia – „No Name LifeStyle” to zderzenie z charyzmatycznym MC.

Przeglądając komentarze pod randomowymi hip-hopowymi kawałkami (takie moje guilty pleasure), często trafiam na argument, że ten czy tamten raper ma „kozackie pancze” albo że „nikt takich panczy nie składa”. Słuchacze wynoszą punchlines na piedestał i ogólnie rzecz biorąc nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że lwia część tych linijek koło prawdziwie mocnych wersów nigdy nie stała. Ot, kolejny młody gniewny się przechwala, używa prostych skojarzeń, głupich porównań i – co najważniejsze – nie popiera tego pewnością siebie. Na pewno znacie tych chłopaczków z zaczeską, którzy myślą, że przejmują scenę. Gdy ja myślę o punchlines, przed oczami staje mi agresywny Pezet z „Muzyki rozrywkowej”, bezczelni Reno i Eis, obdarzony świetnym głosem Jimson czy mistrzowie gier słownych, czyli Te-Tris i Wankej. Postawić tych newcomerów obok legend, to jak zgrzeszyć, więc zanoszę się pustym śmiechem, kiedy czytam takie komentarze.

Dlaczego wspominam o tym wszystkim w tekście o płycie „No Name LifeStyle”? Bo Knaps swoją charyzmą, bezczelnością, pewnością siebie czy – po prostu – swoimi cojones, deklasuje wszystkich młodych MCs, którzy próbują być groźni. Jeśli chcecie przykładu, to możecie włączyć sobie utwór „Nadzieja”, w którym rapują wspólnie Peno i Knaps. Ten pierwszy próbuje podgryzać, ale wypada blado, a już po dwóch wersach Knapsa widać, że mamy do czynienia z kimś, kto używa większego kalibru.

„No Name LifeStyle” wypełnione jest tą brudną, niezwykle wyrazistą stylówką Knapsa, który w swoich kawałkach mnoży rymy, jak tylko się da, komentując otaczającą go rzeczywistość. Nie ma tu dogłębnych analiz: są szpilki powbijane raperom przykładającym zbyt wielką uwagę do liczby lajków na Facebooku i słowa o tym, co wkurza Knapsa w otaczającym go środowisku. Nie ma też zabójczych one-linerów, które można by zacytować wrzucając kawałek na facebookowego walla – zresztą bezsensem byłoby wyrywanie ich z zamkniętych całości, jakie tworzą poszczególne zwrotki. Największą siłą, która przez całą długość materiału przyciąga do głośnika, jest ta kipiąca energia, to chamstwo wylewające się z każdego zarapowanego na tej płycie wersu.

Nie można zapomnieć też o Kazecie, którego bity dobrze uzupełniają rap Knapsa. To w dużej mierze agresywny, klasyczny hip-hop. Sample, wyraźnie zaznaczone perkusje, bez specjalnych udziwnień czy większego kombinowania, chociaż w końcówce „Łan low” pojawia się trochę syntetyków. Niby proste i „to już było”, ale w tym przypadku się sprawdza: trudno nie bujać głową przy „Jako słuchacz” czy „Wiem to”, a w „Każdym problemie” bass robi swoje. Trudno oskarżać też Kazeta o brak wizjonerstwa, skoro jego bity idealnie współgrają z Knapsem – tak miało być.

Cóż, warto dać chłopakom szansę, bo charyzmatycznych postaci na tym grajdole jak na lekarstwo. Ładnie się Knaps nam przedstawił, zasługuje na docenienie i niech się rozwija. A w czasie tegorocznej posuchy to jeden z najciekawszych nielegali.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.