„Wolę, żeby moją wizytówką był konkretny projekt” – wywiad z Taco Hemingwayem

Taco
Taco Hemingway (z lewej) i Rumak.

Wydana pod koniec 2014 roku epka „Trójkąt warszawski” rozchodziła się od polecenia do polecenia, zachwycając słuchaczy konceptem oraz niesamowitymi zdolnościami narracyjnymi rapera. Z Taco Hemingwayem porozmawiałem o jego projekcie i inspiracjach, o tym, dlaczego rapuje po polski i o PZPN-ie.

Mateusz Osiak: Taco Hemingway pojawił się znikąd i – nawet jeżeli w mikroskali – to namieszał. Kto kryje się za tą tajemniczą ksywką?
Taco Hemingway: Jeśli chodzi o sam pseudonim – Taco Hemingway to ja, Filip Szcześniak, 24-letni mieszkaniec warszawskiego Muranowa. Jeżeli zaś mówimy o projekcie „Trójkąt warszawski”, to równie ważne na nim piętno odcisnął Maciej Ruszecki, warszawski absolwent prawa, który odpowiada za warstwę muzyczną epki. Znamy się od mniej więcej drugiej klasy liceum (XXXIII LO im. Kopernika), czyli jakieś 7 lat.

Co Taco zaczerpnął od Ernesta?
Niewiele. Jestem młokosem, Ernest legendą. Być może łączy nas tylko rozpoznanie, że jedynie dobra kobieta jest w stanie sprawić, iż mężczyzna przynajmniej na chwilę zapomni o śmierci. Starałem się wpleść ten kobietocentryzm w teksty „Trójkąta”.

Po tych słowach aż chce się Ciebie utożsamiać z najbardziej odrzuconym bohaterem „Trójkąta”.
Którym? Wszyscy są odrzuceni! Jeśli chodzi o Piotra, to Piotr nie szuka „dobrych” kobiet, tylko raczej podniszczonych. Tak go widzę.

Mówię o drugim z tych panów, z tym że tu też widzę różnicę: tamten upija się w trupa, a Ty pisałeś na RapGenius, że wypiwszy raz 0.7l wódki trzeźwiałeś przez 2,5 dnia.
Tak to jest umówić się na śledzika świątecznego w grupie siedmiu przyjaciół i pozwolić najbardziej zakochanemu w symbolice chłopakowi ustalić, ile kto ma przynieść wódki. Rzecz jasna musiało to być 700ml. Kto zna Piotra Szymańskiego, ten poświadczy o jego dbałości o szczegół.

Ale wracając do fabuły „Trójkąta”, to ja się tam przewijam w paru detalach, ale nie jestem żadną z tych postaci. Podmiot liryczny, te sprawy.

Przeczytałem taką opinię, że „Trójkąt warszawski” to najlepszy hołd oddany stolicy od czasów „Telehonu” Pablopavo.
Nie znam tego projektu, ale pewnie się zapoznam. Moja ulubiona opinia  na temat „Trójkąta” pochodzi z blogu „Z górnej półki”, której autor napisał, że „Trójkąt” to najfajniejsza “miejska” płyta od czasu “Miasto manii” Marii Peszek. Strasznie się wzruszyłem.

Mówi się też, że taka płyta była potrzebna, jeżeli chodzi o polski rap. Otaczamy się swagiem, hashtagami, raperami z super flow, podczas gdy Twoja epka jest kompletnie inna – i chyba to jej największa siła.
Strasznie mnie cieszy taka opinia. Gdy zacząłem nieśmiało pisać rap po polsku, zdałem sobie sprawę, że połowę piosenek piszę braggowych, a drugą połowę fabularnych. Na początku chciałem to jakoś przeplatać, ale szybko zdałem sobie sprawę, że jakakolwiek ciągłość fabularna zostanie wtedy rozbita w pył. Dwie piosenki fabularne, potem dwie o tym, że jestem zajebisty, i co wtedy? Otóż to, że słuchacz traci rozeznanie w tym, co chciałem opowiedzieć. A ja strasznie nie lubię, gdy concept albumy zaczynają się rozłazić, jeśli chodzi o spójność. Dlatego właśnie zacząłem pisać rzeczy raczej fabularne pod parasolem jednego spójnego projektu. A i tak nie jest ten „Trójkąt warszawski” aż tak spójny, jak mógłbym sobie tego życzyć!

Poza tym stwierdziłem, że jeśli chcę wkraczać na rynek polskiego rapu, to wolę, żeby moją wizytówką był jakiś konkretny projekt, o którym można powiedzieć kilka konkretnych słów. Na braggi będzie czas później. Jeszcze inną inspiracją był storytelling Sokoła, ale to już osobna kwestia.

Ta fabuła to też jakiś powiew Hemingwaya. „Trójkąt warszawski” jest jak słuchowisko, takie płyty w polskim rapie można policzyć na palcach jednej ręki. Skąd pomysł na taki koncept?
Zaczęło się od piosenki „Trójkąt”, którą napisałem szmat czasu temu. Jakiś czas później, na przełomie 2012 i 2013 roku, napisałem „Wszystko jedno”. I tak, jak moi bohaterowie zaczęli romansować ze sobą, tak ja zacząłem romansować z pomysłem, by obie te piosenki zespoić wspólnymi bohaterami. A wszystkie kolejne piosenki były już pisane pod kątem tego samego uniwersum. Historia jest prosta, bo to przecież klasyczny trójkąt miłosny, ale chciałem opowiedzieć go z kilku różnych perspektyw i zachować tożsamości mojej trójki bohaterów, jakkolwiek chybotliwe by one nie były. Świetnie się bawiłem umieszczając rozmaite detale związane z punktem widzenia, np. gdy w jednej piosence narrator opowiada jak się gapi na kogoś, a w innej piosence osoba obserwowana zwraca pobieżnie uwagę na natręta. To była kwestia przepisywania i dopisywania nowych wątków. Opisawszy jakieś nowe wydarzenie musiałem lekko modyfikować dwie-trzy linijki w starszej piosence. Trochę kociokwik, ale bawiłem się świetnie.

Kolejna inspiracja to ten nieodżałowany polski storytelling. W naszym rapie storytelling się szanuje, ale rzadko wychodzi się z nim poza obręb jednej piosenki. Przyznam szczerze, że zawsze marzyłem o całej płycie napisanej i zaśpiewanej przez Wojtka Sokoła na podstawie historii z „Każdy ponad każdym” z „Kodexu”, bo do dzisiaj mam dreszcze jak słucham tej opowieści. Zawsze chciałem, żeby WWO poszło dalej z bohaterami opisanymi w piosence „W wyjątkowych okolicznościach”, Fisz żeby kontynuował „Czerwoną sukienkę”, Mes żeby dopowiedział wątek z „Witaj śmierci”, etc. Stąd moje zawzięcie żeby wziąć ten koncept storytellingu i rozciągnąć go na obszar całej epki.

Co także charakterystyczne dla „Trójkąta” to promocja krążka, a właściwie jej brak. Z tego, co zauważyłem materiał rozchodził od znajomego do znajomego i prawie wszędzie był dobrze przyjmowany. Świadomie zepchnąłeś promocję na dalszy tor i liczyłeś, że materiał sam się wypromuje?
Jeśli chodzi o brak promocji, to kwestia jest bardzo prozaiczna. Po pierwsze, brak mi pieniędzy na teledysk i reklamę. Po drugie, jestem w tych kwestiach fatalny. Wychodzę z błędnego założenia, że jeżeli napisałem i nagrałem płytę, to już nie mam obowiązku zajmować się rozpropagowaniem jej. Bo ile można, kurwa, pracować nad jednym projektem!? Tak sobie myślę, ale wiem, że to wsteczna postawa. No, ale póki co materiał się przekopuje przez dyski twarde słuchaczy a liczba odsłuchań rośnie, co niezwykle mnie cieszy. A gdy impet „Trójkąta” się wysuszy, to zgłoszę się do jednego czy drugiego znajomego, który obiecywał mi to czy tamto; wywiad gdzieś, spotkanie z kimś, koncert gdzieś, audiencja w wytwórni tej czy tamtej. I zobaczę, na czym stoję. Jedna rzecz krystalizuje mi się w całej tej sprawie z coraz większą pewnością. Potrzebuję menadżera.

Do tej pory więcej nagrywałeś po angielsku niż po polsku. Dlaczego „Trójkąt warszawski”, a nie „Warsaw Triangle”?
Ciężko jest gromadzić jakąkolwiek bazę fanów nie używając języka lokalnego. Tak sądzę. Nie sugeruję, że Polacy nie mówią po angielsku. Z polskimi tekstami po prostu łatwiej nam się zżyć emocjonalnie, łatwiej w nich znaleźć coś, z czym możemy się utożsamić. Mam znajomych grających w różnych warszawskich kapelach i zawsze mnie dziwiło, że nigdy nie chcą pisać polskich tekstów. Zgoda, po angielsku wszystko niby brzmi autentyczniej, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że melodia tego języka lepiej leży na bicie i na gitarze. Więc wszyscy piszą po angielsku, a publiczność poklaszcze, posłucha chwilę, ale ostatecznie raczej nie znajdzie w tych tekstach niczego, co może odnieść do swojego życia.

Po angielsku pisałeś sporo punchlines, wspominałeś, że pisząc po polsku też zaczynałeś od bragga – to znak, że następny projekt będzie właśnie taki?
Jeszcze nie zdecydowałem, ale na pewno będę chciał trochę się pobawić słowem, nawet jeśli ma być to kosztem fabuły. Inna sprawa, że piszę już nowe rzeczy i wciąż wychodzi mi fabuła. No, ale kilka braggowych kawałków mam napisanych, kwestia nagrania ich.

Jeżeli fabuła, to dalej osadzona w warszawskim klimacie?
Raczej po prostu „miejskim” w bardzo ogólnym znaczeniu. Nazwy ulic i lokali to jedna sprawa, na pewno komuś z Warszawy zagęszcza to kontekst narracji, ale mam nadzieję, że ludzie spoza WWA też się mogą w tym odnaleźć, nawet jeśli nie wiedzą, gdzie jest Karowa albo co to jest Syreni Śpiew.

Na koniec: Jebać PZPN?
To raczej po prostu pijacka przyśpiewka niż głębszy sens. PZPN ma swoje problemy, ale to nie moja sprawa.

Pytania od fanów:
Czy macie materiał do grania na żywo i czy jesteście na to gotowi?
Jeden koncert już robiliśmy. Poszło dobrze, z tego, co ludzie mi mówili. Chociaż byli to w dużej mierze przyjaciele, mogą kłamać! Sądzę, że jestem gotowy, chociaż nad tym warsztatem pracuje się latami. W piosence „Marsz, marsz” było ciężko bez hypemana.

O co chodzi z tymi kalafiorami, poza tym, że wyglądają jak mózgi?
Smród kalafiora i papierosów to taki trochę zapach polskiej klatki schodowej. I sam kalafior jest giga smutnym bytem. Właśnie wpadłem na pomysł wydania serii perfum Szlugi & Kalafiory. Byłoby rewelacyjnie, ale w Polsce raperzy jeszcze nie robią sobie chyba perfum.

Jak reagujesz na teksty, że jesteś „PRO8L3Mem dla hipsterów”?
Szczerze? Spory zaszczyt. Ten ziomek Oskar ma niesamowite pióro i pewność siebie, a sam PRO8L3M jest super spójny muzycznie, co jest rzadkością. Jeżeli mogę mieć jedno zastrzeżenie do samego określenia – nie wiem, czy chłopaki tego chcą, czy nie ale przecież sam PRO8L3M jest w WWA takim „hipster favorite”, bez dwóch zdań. A w ogóle to następny projekt chcieliśmy robić z Rumakiem na samplach z polskich lat 70, 80 i 90, trochę jak Action Bronson w „Contemporary Man”. A potem wpadłem na „Art Brut”. I chuj.

Skąd wziąłeś skity?
Skity: Polskie Kroniki Filmowe. Siedziałem, słuchałem, ciąłem i wysyłałem Rumakowi. Facet na początku piosenki „Trójkąt” to CZESŁAW ŚLIWA. czołowy oszust PRL, niesamowita postać. Polecam wszystkim zapoznanie się z nim.

Co do producenta płyty: można go usłyszeć jeszcze gdzieś poza „Trójkątem warszawskim”?
https://soundcloud.com/jeicammusic

Mało tu rzeczy. Strasznie rozparcelowany jest po internecie, bo często zmienia ksywy. Najwięcej to znajdziesz go chyba na moim iTunesie, bo non stop dostaję nowe szkice, za co bardzo dziękuję. I w ogóle ktoś prosił o opublikowanie instrumentali, co jest fajnym pomysłem. Bit do „Mięsa” zrobił typ zwany Bebunem, który jest perkusista ekipy Jano Frano Live.

Jako że jestem fanem piłki, bardzo interesują mnie Twoje sympatie piłkarskie, no i nawiązując do kawałka „Trójkąt” – nie uważasz, że odświeżyłeś nieco zapomnianą już pieśń na stadionach? Czy kadencja Zbigniewa Bońka poprawiła stan polskiej piłki na tyle, by „jebać PZPN” odeszło w niepamięć?
Kibic Tottenhamu Hotspur, polskiej repry i Legii, to miłość moich przyjaciół. Premier League oglądam non stop, ekstraklasę tylko jak jestem na Łazienkowskiej.

A co do PZPN, to jak już mówiłem, nie było to manifestem, bardzo lubię Bońka. W tym momencie chuj między dziąsła należy się Seppowi Blatterowi, bo to, co się w FIFIE dzieje, jest rzeczą niesłychaną. No, ale niedługo te wybory, może coś drgnie. Także do pana Bońka ślę serdeczny uścisk dłoni i pozdrowienia, zwłaszcza że ostatnio strzeliłem nim w FIFIE15 takiego gola, że mojego rywala wyjebało z przysłowiowych kapci.

TRÓJKĄT WARSZAWSKI BEZPŁATNIE MOŻNA POBRAĆ STĄD: http://tacohemingway.com/

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.