„Nie zamierzam już nagrywać” – wywiad z Łozo aka Pitahaya

Dziś wywiad z kolejnym niedocenionym raperem. Łozo we wrocławskim podziemiu siedzi od dawna, a fanów wciąż ma jak na lekarstwo. W wywiadzie przeczytacie o tym, dlaczego tak jest oraz o tym, dlaczego „Między ziemią a niebem” jest ostatnią płytą w dorobku wrocławskiego rapera.

Jesteśmy tuż po premierze „Między ziemią a niebem”. Jakie są Twoje pierwsze wrażenia?
Recenzje były… ze trzy? Na bank, bo bez ściemniania powiem, że sam o nie podbiłem obiecując darmową płytę – a tak poza nimi to pewnie nic. Moi fani to moja papuga, która regularnie sadziła mi backgroundy i na tym chyba koniec (śmiech). Wiadomo, znajomi pochwalą, ale skoro to znajomi, to tak do końca nie wiadomo, czy im płyta siedzi czy to bardziej kurtuazja. Nie mam w to wkręty, bo o ile takie łechtanie ego jarało mnie kilka lat temu, to dzisiaj jest mi bardziej obojętne. A czy i jak płyta się przyjęła? Nie wiem. Pewnie nie, bo zalega u mnie w domu karton digipacków (śmiech). I nie to, że w Dwaem Music słaba promocja czy coś nie ten tego, bo mega spoko to ogarniają i polecam wszystkim tę wytwórnię – tylko no stary…. góry nie przeskoczysz, nie jestem ten z Afromenta (śmiech).

Lubisz ludzi? Pytam, bo z tekstów miejscami wynika, że chętnie naprostowałbyś społeczeństwo.
A kto by tego nie robił? Każdy by „naprostował społeczeństwo” pod siebie. Tak, żeby było nam wygodnie. Zresztą to nie jest tak, że na ostatniej płycie cisnąłem po ludziach – ja tam grubo cisnąłem też po sobie. Tu nie chodzi o to, żeby być kryształkiem, cacy, pięknie…. Chodzi bardziej o to, żeby mieć świadomość pewnych swoich – nazwijmy to – „ułomności”. A czy lubię ludzi? No raczej. Chociaż często mnie wkur…, a ja ich zresztą też; to jakaś chora alienacja nie wchodzi w grę – lubię poznawać nowych ludzi (o ile nie są pospinani i trują dupska), bo od każdego można się czegoś nauczyć.

Od wydania poprzedniego materiału minęło aż cztery lata, gdzie Ty się podziewałeś?
Ogarniałem życie (śmiech). Nie jest tak, że do końca mnie nie było, bo przecież puściliśmy Wrooclyn Dodgers… na legalu! NA LEGALU, CZŁOWIEKU! (śmiech) Chociaż nie wiem, czy to było w jakimś sklepie. A sorry, było, bo trzaskaliśmy foteczki w Empiku, żeby mamie pokazać. A tak poważnie to musiałem trochę odczekać z nagraniem nowej płyty, nabrać doświadczeń, poznać nowych ludzi… nie lubię jechać na tym samym patencie i serwować ludziom odgrzane kotlety albo co gorsza pierdoły w tekstach, co jest teraz bardzo popularne…

Jesteś chyba „dobrym duchem” wrocławskiej sceny. Kościey i Ks. Kuba Bartczak mówili, że są wdzięczni, że pomagałeś im przy nagraniach.
Spoko, dzięki…. Kościey, kawa!

We „Wrooklynie” wspominasz wiele legendarnych składów z 71. Wiesz co się dzieje np. z Sinym?
Doszły mnie informacje, że przygotowuje epkę. Wiec chyba czekamy?

A co z Tymonem?
Tymon, z tego co mi wiadomo, dalej działa w opcjach związanych z komputerami i nie wiem, czy czasem nie wykłada dalej na ekonomicznej. Ale o to musisz uderzyć bezpośrednio do nich, bo ja już raczej nie bujam się w ogólno-wrocławskim środowisku hiphopowym (w moim wieku nie wypada tańczyć bredgenza na stole – przynajmniej publicznie), więc nie sprzedam jakichś ciekawych newsów.

Jak to jest, że te zespoły czy raperzy z Wrocławia nie mogą się przebić do mainstreamu? Przecież Sfond Sqnksa, Tymon czy nawet Jot nie byli w stanie zyskać wielu odbiorców, a przecież wydawać by się mogło, że na to zasługują.
Stary, pytasz niewłaściwą osobę, ja jestem bardziej niszowy niż nisza. Ale jeśli mam się mądrzyć i udawać, że wiem, to nie mogą zyskać wielu odbiorców, bo odbiorcy wolą numery, z którymi będą się identyfikować. Rozwijając myśl: typowy odbiorca rapowy, czyli taki który klika na Facebooku i sieka setki komentarzy to taki, który ma mniej więcej 14-23 lata (może przestrzeliłem, ale luz). Taki „odbiorca” jest najczęściej w fazie buntu, okresy adolescencji i te sprawy, więc raczej ma w pupie to, co nawinie Jot czy Tomek; tylko wrzuci na iPhone’a (Nokia 3210 rulez) jakieś hardcorowe „nuty” i od razu zacznie bujać banią, cedząc przez usta wersy. I serio nie ma w tym nic złego. Gdybym ja był dzisiaj w ich wieku i posiadł takie pole rolne rapu dookoła siebie to też pewnie miałbym wyłożone na jakieś „ambitne” (nienawidzę tego określenia) rapy czy co tam… zresztą, czego ja słuchałem? Sięęęęę żyje! Grasz w zielone? (śmiech) Przecież merytorycznie te numery to nic innego niż dzisiejsze topowe jointy. Nie mogę zrozumieć tylko fenomenu Kaena. Serio, nie kumam tego. No chyba że dzieciaki nie znalazły jeszcze na YouTube wczesnego blondasa, który znalazł wehikuł czasu i chamsko rżnie z Kaena.

Myślisz, że wrocławska scena w końcu zyska właściwe uznanie? Ks. Kuba pojawia się w mediach, Kościey robi wokół siebie coraz większe zamieszanie… będzie się o nich mówić?
Nie mi to oceniać, bo ciężko mi mówić o wrocławskiej scenie, gdy w niej nie uczestniczę. Jestem typowym przykładem outsidera we Wrocławiu, więc sorry. Poza tym, żeby być szczerym, nie wiem, co wychodzi z Wrocławia. Słucham tylko płyt moich znajomych  (czasami zrobię wyjątek), bo przynajmniej mam możliwość zweryfikowania, czy walą ściemę w tekstach czy nie, bo dla mnie autentyczność jest tu najważniejsza; i poza jednym ziomusiem, co popłynął jak Titanic. Ok, mogę ich słuchać, w większości tekst pokrywa się z życiem 1:1, czasem z mniejszymi bądź większymi wpadkami. Wiesz, jeśli chodzi o polskie podwórko, to wolę posłuchać kogoś, kto trochę nieudolnie duka, ale wiem, że autentycznie rozpruł się trochę przede mną i doceniam to, poświęcę temu swój czas, bo tak po prostu trzeba. Nie odchodzi się od baru po swoim monologu mówiąc do znajomego „a dobra, mam w dupie, co u ciebie”. Co do Ks. Kuby to spoko, ogarnia temat jak należy i bardzo dobrze; ja mu strasznie kibicuję, bo to ultra w porządku koleś… sorry, ksiądz. A co do Kościeya, to właśnie w tym momencie kończę mu montować klip do „Jak przez mglę” i to jest przechore gówno. Andrzejku, olej rap, zostań aktorem – hajs większy, dziewczyny ładniejsze, fejm się będzie jeszcze bardziej zgadzał.

Twój stosunek do rapu zmienił się? Bo to już nie ta sama scena, na której zacząłeś występować.
Długo by pisać. Zacznijmy od tego, że ja rap postrzegam ZUPEŁNIE inaczej niż dzisiejszy odbiorca. W skrócie powiem tak: jak my zaczynaliśmy się w to bawić, na dzień dobry miałeś kosę ze skinami, których było na potęgę. Szerokie spodnie? Jeb w papę. Ale nikt z nas się nie wykruszał, dostał po mordzie, ale chodził w tych cholernych szerokich spodniach, bo czuł jakąś przynależność. A to tylko dzięki temu, że byliśmy w pewien sposób hermetycznym, małym środowiskiem. Dzisiaj to środowisko się rozrosło i stało się gigantem. A co za tym idzie, popękały te wszystkie więzi, które nas trzymały w kupie, porobiły się jakieś podziały, zmieniły się wartości. Teraz środowisko hiphopowe jest takim skinheadem, który wali w pysk innych nie wiedząc o tym, że dokładnie przeciwko czemuś takiemu występowaliśmy. Na przykład ilość uryny przelewanej na backstage’u jest chora, tam się ciśnie po wszystkich, których nie ma. Natomiast jak się pojawiają ciśnięte osoby – „siema ziomuś, spoko płyta”. To też jeden z głównych powodów mojego odbicia z tego środowiska, bo skłamałbym mówiąc, gdybym sam czasem nie pieprzył, kto ssie rurę będąc pod wpływem fali towarzyskiej, ale na szczęście przerwałem to zanim się nakręciłem w tej kwestii.

To naprawdę Twoja ostatnia płyta?
Tak. Nie zamierzam już nagrywać. Zresztą też sprzedaż płyty o tym świadczy, że nie ma takiego zapotrzebowania. Czas usunąć się w cień i nie budować sobie jakiś fałszywych pomników z piasku; serio – prosta opcja. Jak kończyłem nagrywać tę płytę to czułem już, że to będzie ostatnia. Trochę się męczyłem pisząc teksty – a to posklejałem jakiś klip, a to pograłem na konsoli, a to coś tam, coś tam… odkładałem pisanie na później i później, a chyba nie o to chodzi. Jak wspomniałem – samo przyjęcie płyty dało mi też znak, że pora kończyć. Bo dla kogo mam rapować i wydawać płyty? Dla siebie? Jak mnie kiedyś najdzie to sobie coś napiszę do szuflady, ale na razie staram się trzymać postanowienia: zero nagrań, zero featów. Może zagram jakiś koncert jak coś się tam ogarnie, ale to chyba tyle w temacie.

To może podsumujmy Twoją twórczość. Z czego jesteś najbardziej zadowolony? Który projekt wspominasz najmilej?
Najmilej, hmm… chyba WN Drutz – a to dlatego, że wtedy byliśmy szczylami po 20 lat i proces nagrywania mocno się mieszał z procesem upadlana się u mnie na jamie i we wrocławskich klubach, więc więcej było imprezowania niż nagrywania. Sam nie wiem, jakim cudem powstała tamta płyta, trzeba by o to zapytać Macierewicza.

Co dalej? Zostaniesz w rapie jako ktoś, kto robi klipy? Całkowicie zajmiesz się ogarnianiem pracy i rodziny?
Zależy. Robienie klipów dla raperów jest spoko, ale nie jest to nasz docelowy target. Ogólnie chyba nie jest tajemnicą, że lepiej pracuje się z dziewczynami niż z facetami (śmiech). Ale jak dostaję zlecenie od jakiegoś ogarniętego MC to też jest ultra git, jest podjarka, zapał do pracy itd. Ogólnie wolę klimaty fabularne niż machanie łapami do kamery i „sprawdź jaką mam wku**oną minę”, ale co kto lubi (tak, tak, na moim kolejnym klipie popłynąłem w kilku scenach żabką w obiektyw, więc to autodiss). Na razie kiełkujemy w kwestii klipów rapowych w Pitah Production, więc wszystko powoli, bardzo pomaga nam grupa Dwaem i uczymy się od nich sporo, co jest swego rodzaju ewenementem, bo bawimy się w te same klocki i teoretycznie powinni nam podcinać nogi a tak nie jest, więc pojęcie altruizmu jednak ma czasem swoje przełożenie na życie i ludzi. A wracając do pytania – tak, ogarniam życie.

Pytanie od fana: Jak godzisz wersy: „Nie jestem cool jak raperzy od seksu, ale przy dziecku nie będę wstydził się tekstów” z kawałkami Tostilli, a zwłaszcza „Chuj na ryj”?
O człowieku, Tostilla będzie się za mną ciągnęła aż do grobu. Ostatnio jak byłem w Słupsku to podbija do mnie na bibie typ i pyta: „Ty jesteś Łozo?” (Wracając do któregoś tam pytania – połechtało). Odpowiadam, że tak. A on: „Szacunek za Tostillę”… no i facepalm. Ogólnie to nie polecam puszczać kawałków Tostilli waszym pociechom, to bardziej opcja jak soundtrack z „Martwicy mózgu” w wersji porno. Czy się ich wstydzę? Sam nie wiem… bardziej śmiech, chociaż wiem, że może to się kiedyś obrócić przeciwko mnie.

Szkoda, że usuwasz się w cień. Jednak mam nadzieję, że „comeback jak Jay Z” w jakiejś formie jeszcze nastąpi. Ostatnie słowo dla fanów?
Jak wspomniałem, jeśli kiedykolwiek bym coś nagrał to … no to nie wiem co (śmiech). Pijackie rozmowy na jednym z wyjazdów z Film aka DrinkTeam zaowocowały pomysłem na skład z żywym bandem „Głowa z człowiekem psa” (zapamiętajcie tą nazwę, nawet jeśli mnie tam nie będzie) i to byłoby ultra chore gó*no na miarę Tostilli (tylko bez „Ch.. na ryj”). Wiesz, „trzy strzały ostrzegawcze w tył klatki piersiowej” i takie tam tematy, ale wiadomo jak jest. Chłopcy popiją i pieprzą trzy po trzy, więc pewnie na „Między ziemią a niebem” słyszeliście mnie po raz ostatni. Co prawda mam jeden pomysł, ale zostawię go dla siebie i może kiedyś to ogarnę – to będzie ultra nołnejm i w ogóle, jak ktoś to usłyszy, to może z cztery osoby gdzieś przypadkiem. A słowa dla fanów? Raczej słowo dla Czytelnika: ziomuś/ziomalko… pamiętaj, aby się myć, bo czasami strasznie wali w windzie potem – a resztą niech się zajmą wami wasi rodzice, bo ja nie będę wam ojcował.
PS Taki nołnejm Marfi wydaje niedługo płytę…
PS2  Zamów płytę: http://tuneoftheyear.com/ daj sos mojej narzeczonej na lakier do paznokci.

 

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Propsuję wywiadzik. Szkoda trochę, że Łozo kończy, ale z drugiej strony ta nowa płyta nie dorasta do pięt „Z lotu ptaka”.

  • Anonymous

    szkoda szkoda, „Z Lotu Ptaka” faktycznie bardziej mi siedziała, ale z zakupu nowej również jestem zadowolony, a zwrotka Łozo w popkulturze miażdży .