„Dawno nie miałem takiej weny” – wywiad z Mrokiem

mrokuwywiad
O odbiorze ostatniego krążka, o poglądach na politykę i wiarę oraz o planach –  o tym porozmawiałem z Mrokiem – bardzo niedocenianym raperem, który nagrał jedną z najlepszych podziemnych płyt – „Mroczne nagrania”, a niedawno wypuścił dobrze przyjęty krążek „W drodze do domu”.

Minęło już trochę czasu od premiery „W drodze do domu”. Jesteś zadowolony z odbioru czy – tak jak rapujesz w „Starych prześcieradłach” – to kolejna lekcja pokory?
Z odbioru jestem zadowolony, o wiele mniej z zasięgu. Znów natrafiłem na ten sam problem. Docieram do pewnej, małej liczby słuchaczy i dalej nie mogę – jakbym walił głową w mur. Jeśli mam być szczery, to przed premierą myślałem, że ten album dotrze do o wiele szerszego grona. Odpowiadając na pytanie, tak, znowu ta lekcja pokory sprała mi dupsko. Ale jakie to życie byłoby nudne, gdyby zawsze się wszystko udawało. Nie ma co się podłamywać, trzeba wyciągnąć wnioski i robić swoje.

Fakt, kto słyszał krążek, ten oceniał z reguły pozytywnie. Sęk w tym, że niewiele osób wiedziało o jego istnieniu. Jak zmienić tę świadomość przed następnym materiałem?
Znaleźć wydawcę z potencjalną dużą bazą słuchaczy. Samemu jest cholernie ciężko. Ale co się dziwić, jak chyba w samym grudniu ubiegłego roku było z 20 premier albumów. No, mogę też ewentualnie wbić sobie gwoździa w czoło i filmik wrzucić na YT, ale chyba nie o to chodzi w muzyce.

Wróciłeś do stylu z „Mrocznych nagrań”. Czym to było podyktowane? Zabrała się w Tobie wystarczająca ilość emocji, by przelać je właśnie w taki sposób?
Tak, dokładnie, poczułem, że muszę zrobić coś ponownie bardzo refleksyjnego. Teraz z perspektywy czasu, choć wiele przecież nie minęło, stwierdzam, że ten album jest trochę za poważny. Ale z drugiej strony taką miałem koncepcję. Teraz zrobiłbym go inaczej. Pomysły wykorzystuję przy tworzeniu nowych numerów. Czuje, że „W drodze do domu” było rozgrzewką, dawno nie miałem takiej weny, jak po wydaniu tego albumu. Ale to inna wena, mniej mroczna, lżejsza.

Do nowego krążka jeszcze przejdziemy, ale chcę poruszyć jeszcze temat starej, bo widzę w Tobie wiele dwuznaczności. Z jednej strony zdarzało Ci się krytykować zaślepionych narodowców, z drugiej – rapujesz, że w razie wojny pójdziesz na front.
Tak, jestem dość skomplikowany. Z tego, co pamiętam, to zamieściłem kiedyś jakieś zdjęcie na Facebooku z komentarzem. Ale nie uważam, że to było coś wielkiego, a też nigdy w żadnym wywiadzie czy utworze nie poruszałem tego tematu. Tak – zaślepienie krytykuję. Walkę o swoje,  gdy naprawdę jest potrzeba – już nie. Co innego patriota, który kultywuje tradycję, przywiązanie do polskości, a co innego krzykacz na ulicy, który przyszedł się bić. I to nie bić z wrogiem zza granicy, ale z osobą, którą być może gdzieś się kiedyś przypadkiem mijał. Tak postrzegam narodowców, być może to wypaczona wizja, ale innej na dzień dzisiejszy nie mam.

A jest ktoś na naszej scenie politycznej, kto ma Twoje poparcie?
Nie, a teraz wyjaśnię dlaczego, bo to nie takie znowu proste. Jeszcze kilka lat temu byłem na bieżąco z tym, co się dzieje na świecie, kraju, lokalnie. Interesowałem się też polityką. Pracowałem też jako dziennikarz w koszalińskich mediach. I tu twarzą w twarz, choć w małym wymiarze, spotkałem się z tym wszystkim. Czyli z układzikami, lizaniem się po pupciach, graniem przed kamerą, graniem w wywiadach (czytaj: cholerna autoryzacja), z pozowaniem do zdjęć na każdej możliwej inwestycji przez lokalnych polityków. I zrozumiałem, że jeśli coś takiego jest w małym Koszalinku, to co dopiero w Warszawie. Polityka to jedna wielka gra, to żadne odkrycie, a ja nie chcę w tym brać udziału. Odłączyłem telewizję, raz na miesiąc zaglądam na strony informacyjne w internecie. Ciągle jest to samo, tylko daty się zmieniają. Ja mam problem tego typu, że nie umiem nabrać odpowiedniego dystansu do tego, co widzę. Sumując, nikogo nie popieram, bo nie wiem, co się właściwie dzieje – poza tym, że nic nowego.

Idąc dalej w te dwuznaczności związane z Tobą, zauważasz problemy związane z przenoszeniem życia w cyberprzestrzeń, a sam też spędzasz sporo czasu przed monitorem, bo jesteś zapalonym graczem.
Granie traktuję jak film czy książkę. Mam czas na kilka godzin w tygodniu, to już nie te czasy, gdy zagrywałem się godzinami.

Chcę Cię też zapytać o wiarę. Nie da się ukryć, że za Kościołem nie przepadasz, a co z Bogiem?
Nie przepadam, jak za każdą większą instytucją, ale zdaję sobie sprawę, że wielu ludziom jest potrzebny, więc nie kwestionuję potrzeby jego istnienia. Nie uznaję żadnej religii, ale to nie oznacza, że nie wierzę. Czasem wydaje mi się, że po prostu mój mózg nie akceptuje pewnych rzeczy, jednak to nie oznacza, że one nie istnieją. Sam czasem nie wiem, w co właściwie wierzę, to skomplikowane i ciężko mi to wytłumaczyć. Wiem jedno:  trzeba być dobrym człowiekiem i starać się pomagać innym, to jest najważniejsze i jeśli istnieje coś takiego jak niebo, zapewne tylko to będzie się tam liczyło. Nie to, że zostałeś prezesem banku czy wygrałeś medal na olimpiadzie. Ja jestem na początku drogi, nie wiem, gdzie mnie zaprowadzi. Swego czasu usłyszałem pewną ciekawą myśl, a mianowicie, że jesteśmy przykuci twarzą do skały i cały czas widzimy tylko cienie, ale jakby nas uwolniono, to prawda by nas tak oślepiła, że byśmy jej nie pojęli.

Właśnie dlatego zwracasz uwagę na problem cierpiących dzieci? Historie z „Siódmego dnia” czy „Ostatniej niedzieli” są naprawdę poruszające i dotykają tematu, jaki zazwyczaj wolimy pominąć.
W sensie, by dostać się za to do nieba? (śmiech) To by było dopiero aktorstwo niskich lotów. Jakoś zawsze byłem wyczulony na tragedie. Wiesz, obecnie polski rap w dużej mierze jest o niczym, a jak jest już o czymś, to i tak nie są to zbytnio poważne tematy. Nie mówię, że to źle czy dobrze, stwierdzam fakty. A ja chciałem zawsze coś przekazać, coś, co może kogoś poruszy, pozostanie w nim. Sporo osób do teraz pisze mi o utworze „Siódmy dzień”, tak więc coś tam jednak nim zdziałałem.

Jeden z Twoich numerów – „Umrzemy młodo” – pojawił się w wydanej niedawno „Antologii polskiego rapu”. Miłe zaskoczenie?
Zaskoczenie było z półtora roku temu, gdy w tej sprawie napisał do mnie Marcin Flint, pytając o historię jego powstania i mówiąc, że będzie na liście najciekawszych utworów  polskim rapie. Wówczas nie widziałem, że to będzie książka, później o tym zapomniałem i teraz czytam, że można ją pobrać z sieci. Sprawdzam i fakt, jestem. Miłe, nie wiem czy zasłużone, to subiektywna ocena.

Zapowiedziałeś już nową płytę. Czy tak jak mówi jej tytuł  -„Zmieniamy klimat” – zmieni się Twój rap?
Na razie cisza. Głośniej będzie 1. kwietnia. Poważnie, nic teraz nie zdradzę.

To zapytam o inny projekt: w 2011 roku zapowiadałeś też płytę „Niedokończone życie”. Miał to być koncept album oparty na jednej historii. Czy ten pomysł ma jeszcze szansę na realizację?
Wątpię, to była posępna historia, już nie chcę tworzyć takich utworów. Druga sprawa to sama koncepcja, zapewne mało kto by ją zrozumiał. A zapewniam, że to byłby trudniejszy album niż „W drodze do domu”.

19 lutego miałeś grać wspólnie z Kościeyem i Trzecim Wymiarem w Warszawie, kilka dni później w Łodzi. Dlaczego to nie doszło do skutku?
Wina organizatora, który odwołał wszystko. Przeliczył się widocznie, nie wnikałem głębiej. To znaczy nie odwołał, a przełożył, na jedno wychodzi…

Pojawiają się  jakieś inne propozycje koncertowe?
Nie, ale będziemy pracować nad tym, by to się w tym roku zmieniło.

Mam jeszcze dwa pytania od fana: Czy jest szansa na współpracę z Gresem, tym bardziej że ostatnio wrócił do nagrywania
Na  dzień dzisiejszy nie myślałem o tym, ale mam z nim kontakt, więc pewnie prędzej czy później coś powstanie.

Czy będziemy mogli Cię jeszcze usłyszeć na bitach Stony?
Miał być jeden jego bit na „W drodze do domu”. Miałem już wybrany, nagrałem do niego, ale jakoś nie wpasowałem się w klimat i średnio mi się to podobało, więc zrezygnowałem, choć sama muzyka była świetna. Tak jak w przypadku Gresa, nie wiem , co przyniesie czas.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • Damian Dami

    ,………………………