Wielki Nizioł – Kościey „Ciekawe przypadki człowieka Nizioła”

Już w sobotę czekają na nas naprawdę wielkie rzeczy. Muzyka, jakiej polski rap jeszcze nie widział oraz szalone rymy roztańczonego Andżeja to połączenie, które zaprocentowało materiałem zdecydowanie wyróżniającym się na rodzimej scenie.


„Ciekawe przypadki człowieka Nizioła” Kościeya, znanego nam dotychczas z podziemnych materiałów nagranych solowo, a także ze składem Wrooclyn Dodgers, to materiał zawierający jedenaście utworów, opowiadających o tym, jak raper radzi sobie z życiowymi problemami… STOP. Jeżeli widzieliście snippety, zapowiadające album (KLIK, KLIK, KLIK) lub singlowe utwory („Trzy-zero-dziewięć”, „Ciężko żyć, ciężko być”) to doskonale wiecie, że Andżej ucieka z każdej szufladki.

Fenomen Kościeya opiera się na dość charakterystycznym sposobie bycia. Nie znam go osobiście, ale oglądając jego poszukiwania studentów dziennych, freestyle po niemiecku czy występ w MTV Cribs mogę się tylko cieszyć, że wszystkie jego fantazje, dewiacje, dziwactwa i wynaturzenia znalazły w końcu ujście na solowym materiale.

Pierwsza twarz Kościeya to imprezowicz, który wbija się na bit słowami: „Bauns? Co Ty, k****, wiesz o baunsie? Nikt w Polsce nie tańczy jak Andrzej!”. „Tańcz, tańcz, ruro”, bo z tego utworu pochodzą te wersy, to najlepszy utwór na albumie. Potężny banger stworzony przez Grześka Labela to poziom światowy. Bit ze świdrującym bassem i zgrabnie wplecionymi w tło cykaczami mógłby się znaleźć na „Watch the Throne”. I nie ma w tym krzty przesady. A Kościey odnajduje się na nim znakomicie, rzucając świetne linijki i doprawiając je momentalnie wpadającym w ucho refrenem .

Jednakże „ciężko jest żyć i być takim jak Nizioł”, dlatego egzystencja 168 centymetrowego wrocławianina nie ogranicza się tylko do imprez i bzdur. Czasami trzeba wziąć życie za pysk i stawić czoło „korporacyjnym śmieciom”, do których z nieskrywaną nienawiścią odnosi się Kościey w „Life is Good”. Zresztą mizantropia przewija się przez większość kawałków na płycie. Dostaje się studentom dziennym, którzy „pierdolą o sesji”, dziewczynom oraz wszystkim, którzy depczą po odciskach Nizioła. Ale „Ciekawe przypadki człowieka Nizioła” to nie tylko hektolitry nienawiści. To także historie o kobietach i marzeniach.

Dissy na ludzkość czy „Złoty dzban”, w którym Andżej zastanawia się nad tym, co stałoby się, gdyby został królem świata nie należą może to najświeższych pomysłów na kawałki, ale patenty Kościeya na linijki, pomysły na wykorzystanie bitów, oderwanie się od schematów, nakładanie jednocześnie autotune’a i efektu chopped and screwed były dotychczas poza zasięgiem wyobraźni polskich raperów. Zresztą, promowanie osobistego swagu ze spodniami z lumpeksu, butami marki Victory i kapelusikiem wędkarza mówi samo za siebie – „Błyszczę jak żul, nie jak Kate po kokainie”.

Nowoczesność Andżeja widoczna jest też w muzyce. Na całe szczęście to nie bycie „fresh” na biednych cykaczach, wzorowanych na Juicy J’u sprzed kilku lat lub nagrywanie wtórnego do bólu trapu. Za bangery prócz wspomnianego Labela odpowiadają też Udar, autor singlowej petardy „Trzy-zero-dziewięć” i Anemik, odpowiedzialny za kolejny na płycie banger – „Ciężko żyć, ciężko być”. Za podkłady do utworów bardziej refleksyjnych odpowiada Romański, który swoim produkcjom nadał dość nostalgiczny i skacowany charakter. Ale i on dość poważnie romansuje z elektroniką, jego bity nie zamulają, a stwarzają Kościeyowi spore pole do popisu.

„Ciekawe przypadki człowieka nizoła” to najlepszy wjazd na scenę ostatnich lat. Niestety, są obawy przed tym, że w dość hermetycznym polskim środowisku ten album przejdzie niezauważony. Kościey na swoich wątłych niziolskich barkach stara się unieść ciężar polskiej sceny i pozostaje liczyć na to, że ciepły odbiór jego najnowszego krążka doda mu otuchy.

[Tekst opublikowany 30 maja na portalu Kollabo.pl]

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.