Superbohater – Kościey „T.W.B. Era”

kościeyera
„Ciekawe przypadki człowieka Nizioła” sprawiły, że Kościey z nieznanego rapera, który nie jaśniał nawet na tle Wrooclyn Dodgers, stał się jednym z ulubieńców hip-hopowego środowiska. Wrocławski raper przyciągnął uwagę swoją nietuzinkową osobowością, dzikimi tańcami w klipach i potężnymi hitami. Teraz wchodzi na wyższy poziom.

Kościeya charakteryzuje także umiejętność do niezwykłe barwnego opowiadania historii. Dało się to poznać na poprzednim krążku, na którym z nienawiścią komentował pracę w korporacji czy przez mgłę przypominał sobie wydarzenia ubiegłej nocy. Andrzej to chodząca karykatura superbohatera: z jednej strony codziennie ściera się z setkami irytujących jednostek, z drugiej – przez sposób prowadzenia historii szeroko się uśmiechamy i nie bierzemy go w stu procentach na poważnie. Ten wizerunek sprawia, że nie sposób go nie lubić i nie być ciekawym tego, co zrodzi się w jego głowie. A po tym, jak barwnie opowiadał na Ślizgu o potrzebnie gnającej go do toalety w galerii handlowej, jestem przekonany, że każdy wycinek swojego życia może przerobić na pełną zwrotów akcji gawędę. (Ciekawi tej historii? Zapraszam).

„T.W.B. Era” pełna jest właśnie takich storytellingów, a w ten nurt wpisuje się utwór o klasowej outsiderce „Ani” czy „Henryk” – kawałek poświęcony miejscowemu człowiekowi-legendzie, który właśnie opuścił więzienie i jest postrachem dzieci na wrocławskim osiedlu. Do przeszłości Kościey wraca też w numerze poświęconym pierwszym seksualnym igraszkom – „Dziewczyny, wianki”. Tam od pocałunku w przedszkolu, zabawy w dom z dziewczynami i wkładania rąk pod koc, przechodzi do pierwszego razu, który – choć zakończył się w „sekund pięć i pół” – przedstawiał znajomym jak coś, co można zobaczyć i przeżyć tylko w Hollywood. Parsknięcie wywołuje także wejście w „Orle białym”, mówiące wszystko o całym numerze: „Mam klapki Kubota i skarpetki do kolan / Gdyby ksiądz nasz pozwolił wbiłbym tak do kościoła / Moja żona mnie kocha, nawet gdy jest sobota / bo gołda ze szwagrem to rzecz święta jak cnota”. Andrzej w ostatnim, poważniejszym i podsumowującym zarówno płytę, jak i jego życie kawałku „Na biesiadzie” mówi, że przez życie idzie jak Grzesiuk – boso, ale w ostrogach. Dlatego „T.W.B. Era” nie mogła być inna. Olbrzymia dawka humoru, cięte komentarze na temat sceny i społeczeństwa, popkultura, kinematografia, piłka nożna, Wrocław – to wszystko definiuje Kościeya i musiało znaleźć ujście na płycie.

Nowy krążek Andrzeja jest ciekawszy niż poprzedni także pod względem raperskim i muzycznym. Kościey poprawił warsztat, nie ma już niepewnych momentów, co prawda nie szarżuje zbytnio z flow, ale mało co można mu zarzucić. A bity wybrał jeszcze lepsze niż wcześniej. W rolach głównych dalej starzy koledzy: Romański, Udar i PMX, do których jeden bit dołożył Johnny Beats. Sporo tu klimatu, jaki poznaliśmy na „Ciekawych przypadkach człowieka Nizioła” w takich numerach jak „Tańcz ruro” czy „Trzy-Zero-Dziewięć”. Bangerowo, chwytliwie, newschoolowo. Być może nieco zbyt jednolicie – niektóre podkłady zbudowane są niemalże identycznie i bazują na podobnych patentach  – ale generalnie prezentują się przyzwoicie i świetnie uzupełniają rap Kościeya.

Mimo tego, że zdecydowanie więcej tu treści zabawnych, a Andrzej zyskał sobie miano naczelnego śmieszka polskiego rapu, nie wolno „T.W.B. Ery” traktować mniej poważnie. To bardzo łatwo przyswajalny materiał ze świetnymi historiami opowiedzianymi przez wyrazistego narratora, który w klipie do „Spajderwalkera” parodiuje bohatera „Gwiezdnych wojen” przebierając się w jego strój. Andrzej to nie superbohater, który pręży muskuły i ratuje świat – to typ bohatera, który na ostatniej prostej potrafi poślizgnąć się na skórce od banana. Ale to bez takich postaci jak Kościey nie może obyć się żadna fabuła. Dlatego, kiedy pojawi się link do odsłuchu płyty, gnajcie po niego tak szybko jak Andrzej do kibla w 2002.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.