Bycie cichym to zbrodnia – Oddisee „The Iceberg”

 

Oddisee nie daje się zestarzeć swoim płytom. Gdy jakaś jego płyta zaczyna się osłuchiwać, od razu pojawia się informacja: „My new project is coming”. Zdaje się, że ten gość pracuje nad muzyką non-stop, a w tzw. międzyczasie znajduje jeszcze czas na koncerty na całym świecie. Niesamowite.

Znaczenie tytułu nowej płyty raper wyjaśnia już w otwierającym płytę utworze „Digging Deep”, w którym przypomina, że widać tylko wierzchołek góry lodowej, a by nabrać szerszej perspektywy musimy zajrzeć pod taflę wody i tam, o wiele głębiej niż moglibyśmy przypuszczać, leży prawda. Co jest tą prawdą? Jeśli przypomnę, że Oddisee jest muzułmaninem, a jego ojciec pochodzi z Sudanu, to nie zdziwicie się, że nawija o poruszanych już wielokrotnie problemach nierówności rasowej i religijnej oraz o lęku przed Trumpem i jego pomysłami dotyczącymi imigrantów. Do tego dokłada tradycyjne narzekanie na to, że ciemnoskórym w Ameryce jest ciężej, a mimo tych kłód pod nogami on odrodził się jak feniks z popiołów i odniósł sukces („But I’m a Phoenix, I went from ashes to classes”). Na „The Iceberg” możemy znaleźć nawet kobietę, która okazuje hip-hopem, więc nie da się ukryć, że poruszana tu tematyka niekiedy trąci myszką. Zdarzają się też jednak piękne przebłyski.

W „You Grew Up” Oddisee rapuje o swoim najlepszym przyjacielu z dzieciństwa; białym chłopaku, z którym dzielili wszystkie pasje i nazywali się braćmi. Przyjaźń skończyła się, gdy ojciec kumpla zaczął oskarżać ojca rapera o to, że stracił pracę, a naturalną koleją rzeczy było zradykalizowanie się ich poglądów („My thoughts got blacker and his views got cracker”). Dalej, w imię tego, że „being quiet is a crime” raper nie zgadza się na większe zarobki tylko dlatego, że jest facetem, a urzeka też takimi linijkami jak „If I could save up money like worry, I’d be a rich man but sorrow would plague much”. Widać w tym MC człowieka z głową na karku, zdrowymi poglądami i chęcią ich głoszenia, może nieco zagubionego i zalęknionego, ale chcącego zmierzyć się z rzeczywistością.

Niestety, mimo tych paru jaśniejszych punktów, wciąż czuję niedosyt podczas słuchania „The Iceberg”. Z jednej strony Oddi ma wszystko – doskonały raperski warsztat, charyzmę, potrafi zrobić fantastyczne podkłady, jednak to wszystko łączy się ze sobą tylko w kilku utworach, które nikną w zalewie przeciętniaków. Trudno mówić, by była to niedopracowana płyta, bo wszystko jest tu dopieszczone, jednak brakuje mocnych momentów, większej liczby zapadających w pamięć linijek, przykuwających ucho bitów, jakiegoś magnesu, dzięki któremu bezwiednie klikalibyśmy „repeat”.

Czy wrócę do tego krążka? Może. Jednak moimi pierwszymi wyborami od rapera z Waszyngtonu i tak pozostaną instrumentalne „The Odd Tape”, „Rock Creek Park” czy bardziej wyraziste „People Hear What They See”. A może po prostu Oddisee przydałaby się przerwa? Taka by zatęsknić trochę za jego rapem. Wtedy na pewno poprzeczkę z wymaganiami łatwiej będzie przeskoczyć.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.