Naprawią, co kto nie umiał – Zbigniew Łomnik „Cytryn i Gumiak: Poczontek”

cytryngumiak

Posty Cytryna i Gumiaka na Facebooku to moje „guilty pleasure”, szczególnie kiedy jestem nieco wcięty i współlokatorzy nalegają, żebym czytał im na głos. Pękają ze śmiechu, a ja sam mam niekiedy łzy w oczach i nie jestem w stanie dobrnąć do końca wpisu bez dłuższych przerw.

Jeżeli ktoś nie wie, o co chodzi, to typowy wpis wygląda tak: napisany wielkimi literami, roi się w nim od błędów ortograficznych, bo autor „pisze tak, jak się mówi, a nie jak się pisze”, no i zawiera absurdalną historię. Z drugiej strony… one wcale nie są takie absurdalne. Moi współlokatorzy i ja lubimy je głównie dlatego, że jesteśmy ze wsi i podobnych historii znamy na pęczki. Mamy też oczywiście swoich Cytrynów i Gumiaków.

W każdej wsi jest teraz mechanik. Odkąd ludzie umieją tylko zmienić koło, wycieraczki i ewentualnie wiedzą, co gdzie należy wlać, zapotrzebowanie na takie usługi wzrosło. Wiem po sobie: coś mi stuka i puka, a ja prowadzę samochód sztywny ze stresu, nie mając pojęcia, co jest nie tak i boję się, czy nie odleci mi koło. Mam zerowe pojęcie o mechanice. Prawie całe moje pokolenie takie jest. No ale mamy niemal niezawodnych mechaników, którzy służą radą.

Głos wkurzonych mechaników – tak właśnie odbieram Cytryna i Gumiaka. Wkurzonych na to, że chcemy mieć auto zrobione na wczoraj, że wolimy taniej, że jak coś jest źle, to winimy właśnie ich. Generalnie mamy ich też za niezbyt mądrych, szczególnie jeśli mówią niegramatycznie albo napiszą – jak Cytryn – „rozżąd”. Nie no, co za głąby. Ale jak czegoś potrzeba to lecimy z płaczem i całujemy po brudnych od smarów rękach.

Przejdźmy może jednak do krótkiej książki, czyli biografii Cytryna (bo to postać wzorowana na facecie z krwi i kości) spisanej przez Zbigniewa Łomnika aka Złomnika aka Tymona Grabowskiego, którego możemy znać np. z „Motoru”. To opowieść, jakich możemy znaleźć naprawdę wiele, szczególnie na małych, wyludniających się wsiach, ale mało kto wpada na pomysł, by zrobić z tego historię. Ojciec Cytryna, porządny i szanowany we wsi gość, nauczył go jak naprawiać sprzęty rolnicze. Syn chciał się przerzucić na samochody, więc wyjechał szukać pracy. Udało się, oczywiście po znajomości. W zawodzie mechanika jednak łatwo nie było, szczególnie kilkanaście lat temu. Te dziesiątki samochodów, które znikały sprzed bloków, gdzieś musiały się podziać.

Mamy więc w tej książce wątek kryminalny. W zasadzie to przewija się przez jej większą część i zawiera zarówno masę zabawnych anegdotek (moja ulubiona o stacji kontroli pojazdów, w której można było podbić przegląd za ciasto), jak i prawdziwej gangsterki z kradzieżami oraz zabójstwami w tle. Obok tego jest jednak sporo, hmm, analiz psychologicznych, że to tak ujmę. Wszystko oczywiście prostym, chłopskim językiem, z wieloma błędami, odwzorowującymi mowę Cytryna. Jedna z nich to opis człowieka, który przyjeżdża do komisu z całą rodziną, by kupić auto. Sprzedawca wciska mu najgorszy złom za wygórowaną cenę, kupujący nie jest świadomy tego, że będzie musiał wsadzić w samochód drugie tyle, ale zarówno on, jak i jego najbliżsi są z niego dumni. I tutaj oddaję głos Grubasowi, czyli właścicielowi komisu:

On nie jest durny. Tylko jest biedny. A jest biedny, bo próbuje być bogaty jak jest biedny i gra kogoś, kogo nie jest. Rozumiesz to? Mówi Grubas. Pomyśl sobie, on mówi, jakby kupił teraz auto za pińć tysięcy, ale takie dobre zadbane. Jakby je dbał i nawet coś w nie włożył, nawet trzy tysiące. Za ile sprzeda za cztery lata. No, ja mówię, za cztery tysie sprzeda. No, on mówi. Czyli będzie może maks cztery do tyłu. A tu jest dwadzieścia. Ale to by musiał to zczaić, że tak może być, ale on tego nie zczai, bo chce wyglądać, że jest bogaty w całej wsi.

No kurde, taka mentalność (i składnia), to jest to, z czym stykam się niemal za każdym razem, kiedy wracam w rodzinne strony. Zastaw się, a postaw się. Brakuje ci na codzienne wydatki, ale weźmiesz kredyt, zrobisz córce wesele na 300 osób i zaprosisz sąsiadów, żeby mówili, że masz gest. Jak sąsiad kupuje samochód, to znak, że i ty musisz zmienić. I nie na lepszy, to nieistotne. Na droższy. A potem tankujesz maksymalnie za 50zł albo kupujesz jak najtańsze części, bo na porządne cię nie stać.

Te śmieszne anegdotki to tylko wierzchnia warstwa tej książki. Jak już przestaniemy się śmiać, to zostaje nam smutek, podobnie jak w przypadku „Dnia Świra”. Bo przecież Cytryn mówi o ludziach, jakich spotykamy codziennie na ulicy, którzy są naszymi dobrymi znajomymi, co gorsza, my sami często pojawiamy się w tej książce. Tylko nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy, bo za wysoko unieśliśmy głowę. Tak wysoko, że nawet nie schylimy się, żeby sprawdzić, jak wygląda nasz silnik. Z tym pojedziemy do Cytryna. On zrobi. Jeszcze zejdzie z ceny, jak się go dobrze ugada.

E-booka możecie kupić za 5 złotych – tutaj instrukcja. Polecam zamówić za 7,50zł razem z „Grzybologiką” Złomnika, bo to też ciekawa książka.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony albo po prostu wyłącz AdBlocka i daj zarobić z AdSense. Będę wdzięczny. :)

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.