Michael H. Brown „Po drugiej stronie” [recenzja]

Wraz z postępem medycyny coraz więcej ludzi ze stanu śmierci klinicznej wraca do świata żywych. Ich doświadczenia z pobytu między ziemią a niebem zebrał i zinterpretował amerykański dziennikarz Michael H. Brown. Co zatem czeka nas „Po drugiej stronie”?

Brown przygotował swoją książkę na podstawie świadectw osób, które przeżyły śmierć kliniczną bądź otarły się o śmierć na skutek ciężkiej choroby lub nagłego wypadku. Ich historie o tym, co widziały tudzież przeżywały w tym stanie, wprawiają w osłupienie. Bohaterowie opowiadają o tym, że słyszeli głos Boga, widzieli zmarłych oraz anioły, ale przede wszystkim mówią, iż doświadczyli niemożliwego do opisania spokoju, a także uczucia otaczającej ich bezgranicznej miłości. Co ciekawe, relacje takie zdają nie tylko katolicy, ale również wyznawcy innych religii oraz zatwardziali, wojujący ateiści.

Wielu z tych ludzi opowiada o tym, że przebywali w czymś w rodzaju tunelu i czuli, jak przemieszczają się między rzeczywistościami. Jedni doświadczali barw i dźwięków niespotykanych nigdzie na Ziemi, ich zmysły były wyostrzone i odbierali tamtejszy świat bardziej intensywnie niż nasz. Inni czuli, że opuszczają ciało i unoszą się – z wysokości widzieli lekarzy walczących o ich życie oraz lamentujące rodziny. Niektórzy w stanie śmierci klinicznej dowiadywali się np. o śmierci bliskiej osoby czy też o bucie leżącym na dachu szpitala – a jak mieli się o tym dowiedzieć, skoro byli nieprzytomni? I dlaczego wrócili na ziemię, zamiast pozostać w wiecznej miłości po drugiej, lepszej stronie życia? Otóż spotykali tam wcześniej zmarłych bądź Istoty Święte, które kazały im dalej wykonywać swoje powołanie i czynić dobro. Niektórych przed odejściem do Wieczności powstrzymała modlitwa bliskich.

Brown na podstawie zebranych świadectw wyodrębnił kilka rzeczywistości, które znajdują się „po drugiej stronie”. Niebo, czyściec i piekło oczywiście znamy, ale okazuje się, że najprawdopodobniej ten drugi ma kilka etapów czy też kręgów, jeżeli nawiązanie do Dantego pozwoli lepiej zrozumieć te przedziwne rzeczywistości. Niżej są miejsca ciemniejsze, wyżej bliższa jest kochająca, ciepła i pociągająca Światłość.

Po lekturze nasuwa się jednak pytanie, na ile to wszystko jest prawdą, a na ile może być zmyśleniem lub urojeniem. Kościół katolicki dystansuje się od tego typu doznań, gdyż nie da się ich sprawdzić. Owszem, nikt nie wyklucza, że te objawienia i wizje miały miejsce, tym bardziej że zmieniły wiele ludzkich sumień, ale czy ktoś może je potwierdzić? No właśnie, dlatego ludzie sceptycznie nastawieni będą udowadniać, że to urojenia lub inne wytwory naszego mózgu. Czy świadectwa zawarte w „Po drugiej stronie” rzeczywiście przekonają wszystkich, iż istnieje życie po śmierci?

Nawet jeżeli nie, to lektura tej pozycji skłania do refleksji. Osoby przebywające w stanie śmierci klinicznej mówiły też o tym, że kiedy życie przelatywało im przed oczami, dowiadywały się, że nierzadko małe dobre uczynki są zdecydowanie lepsze od tych poważniejszych, za to nie zawsze spełnionych z miłości. Często brakuje nam tej perspektywy i nie zastanawiamy się nad tym, że uśmiech czy rozmowa mogą okazać się bardziej efektywne niż góry pieniędzy przekazane na szczytny cel. Przyjdzie czas, że i my zobaczymy, co jest „po drugiej stronie”, Brown radzi, by na razie zawierzać się Chrystusowi, siać dobro i żyć pełnią życia.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.

  • nevermind

    „Dowód na życie po śmierci”. Jakie to wszystko łatwe do stwierdzenia. Nasuwają mi się tutaj Buddyści i ich chwytanie się osiągnięć fizyki kwantowej by udowodnić swoje wierzenia. Problem w tym, że mamy tutaj pewien paradoks, ludzie którzy nawołują do otwartego umysłu (słusznie!) sami go zamykają na dalsze osiągnięcia i badania, poprzestając na początkowych odkryciach. Hmm, coś tu jest nie tak.
    Książki nie czytałem ale czy autor zadał sobie trud głębszego spojrzenia na te kwestie? Wie, że szamani ze swoim Ayahuasca mają podobne doświadczenia? Oddychanie holotropowe również może dostarczyć ciekawe skutki. Jak ktoś cierpliwy i uparty to i bez chemii to osiągnie kłócąc się później z innymi „podróżnikami” czy to rodzaj LD czy jednak stąpał po Edenie.
    Nie chcę tworzyć eseju, nikogo również nie nawracam, apeluję jedynie o rozwagę i (naprawdę) otwarty umysł. Można się bawić, eksplorować, byle nie popadać w paranoje. Co jest i czy cokolwiek jest to się okaże, niepotrzebne są moim zdaniem żadne kruche teorie by zrozumieć jak cenne jest życie :D
    Pozdrawiam.

    • Trudno się z Tobą nie zgodzić, ale ten podtytuł trzeba też traktować jako chwyt marketingowy. : ) To też wydźwięk tego, że dla Browna – mocno wierzącego i zaangażowanego katolika – to dowód rzeczywiście jest. Nie umniejsza to jednak tym ciekawym świadectwom zebranym w „Po drugiej stronie”.