Maleńczuk superstar – Maciej Maleńczuk „Ćpałem, chlałem i przetrwałem”

malenczuk

 

Jeżeli Gang Albanii szukałby gitarzysty do składu, to powinni zgłosić się do Macieja Maleńczuka – z wywiadu-rzeki wynika, że dobre dragi mogłyby go skusić do wspólnych nagrań.

W „Ćpałem, chlałem i przetrwałem” frontman Homo Twist opowiada Barbarze Burdzy o swoich licznych przygodach z narkotykami i alkoholem, a było tego niemało. Brał wszystko, co było dostępne i kiedy tylko mógł. W książce nie brakuje ćpuńskich anegdotek, recept na to, jak można łatwo i daleko odlecieć oraz amatorskich przepisów na kompot z maku czy na heroinę. Więzienie, psychiatryk, gra na ulicy, koncerty, pokonywanie nałogów, bójki, połamane nosy – to wszystko świat Maleńczuka, który podczas ciągów zapominał o rodzinie.

W książce bywa naprawdę mocno, szczególnie gdy opowiada o znajomych, którzy przegrali z nałogiem. Dużo miejsca muzyk swojemu perkusiście i później raperowi (stał się nim oczywiście za sprawą Maleńczuka) oraz aktorowi – Bolcowi. Wspólnie nie tylko grali, ale też handlowali haszyszem oraz palili go nieustannie. Bolec, jak wiemy, kilka lat temu zmarł i w tej rozmowie znajdziecie część powodów tego przedwczesnego odejścia. Pojawia się też Ryszard Riedel, lider Dżemu i król polskich hipisów, z którym Maleńczuk zdążył coś przyjąć i według którego wyglądał całkiem inaczej niż przedstawiono to w „Skazanym na bluesa”, jak również kilka postaci telewizyjnych, takich jak Cezary Ciszewski czy Max Cegielski. Kontrowersje included.

Ogólnie rzecz biorąc, „Ćpałem, chlałem i przetrwałem” czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, aż do momentu, gdy zdajemy sobie sprawę, że Maleńczuk zaczyna się zapętlać. Zmieniają się jego kompani, ale to zwykle on jest tym przyjmującym największe ilości narkotyków i wychodzącym z tego niemal bez szwanku. To zazwyczaj on łamie nosy, to on jest najcwańszy i darzony największym szacunkiem, jak również totalną nienawiścią ze strony wrogów. Dochodzi nawet do momentu, w którym Maleńczuk deklaruje, że to on rządził Krakowem, a nie mafie czy gangsterzy. Trochę za daleko to zachodzi, a jego ego przyćmiewa resztę.

Rażą też przeciwieństwa wygłaszane przez muzyka. Powtarza, że jest mądrzejszy od tych, którzy umarli, bo nie przedawkowywał, by chwilę później chwalić się tym, jak przedawkował amfetaminę. Dochodzi nawet do kuriozalnej sytuacji, kiedy oba takie zdania pojawiają się w kolejnych akapitach. Irytują też powtórzenia i „(śmiech)” niemal w każdej wypowiedzi artysty. Rozumiem, że miało być naturalne odwzorowanie stylu wypowiedzi artysty, ale pod tym względem wyszła amatorka. Przeszkadza też brak jakiejkolwiek chronologii – muzyk skacze z jednej meliny do drugiej, często robi długie dygresje i ładu ani składu próżno tam szukać. Jest ćpanie, ćpanie, granie, ćpanie, chlanie i nagle książka się urywa, bez większych wniosków ani puenty.

Z jednej strony to niezła książka, opowiadająca o backstage’ach, hipisowskiej kulturze czy początkach poważnych narkotykowych problemów w Polsce, z drugiej to zbiór schematycznych historyjek, jakie zapewne były już dawno temu przekazane przez innych. Przy „Ćpałem, chlałem i przetrwałem” trzyma to, że Maleńczuka wszyscy znamy oraz przewijające się znajome nazwiska. Bez tego i bez charyzmy muzyka nie dałoby się tego czytać. Sami zadecydujcie, czy warto.

PS Maleńczuk mówi też o tym, że bywał w miejscach, gdzie zaczynano grać rap – przypakowani, agresywni goście, po których można się wszystkiego spodziewać. Czy mógł tak gdzieś trafić na Popka, który grał onegdaj z krakowską Firmą?

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.