Kangur mode on – PomaU „Mamy to”

pomau

Hip-hopowe bandy z żywymi instrumentami to w Polsce wciąż rzadkość. Nic dziwnego – nigdy taki zespół nie zdobył wielkiej popularności ani miana polskiego The Roots. „Mamy to” – krzyczą z okładki muzycy PomaU. Czy rzeczywiście potrafią nas ruszyć?

Górnośląski zespół pokazał się szerokiemu gronu słuchaczy w programie X-Factor. Brawurowo wykonując piosenkę „Na wylot”, porwali do tańca Ewę Farnę i Tatianę Okupnik, a z pierwszą z nich wykonali – chyba nieco ironicznie skierowany do niej – utwór „Pieniądze, pałace” opowiadający o bogaczce, obracającej się w wyższych sferach, która w głębi duszy odczuwa samotność. Niestety, nie dotrwali do odcinków live (w mojej ocenie niezasłużenie, gdyż energią deklasowali inne grupy) i program dał im tylko chwilę sławy. A szkoda, bo zasługują na więcej.

W X-Factorze zaprezentowali się jednak z jak najlepszej strony. Zobaczyliśmy kipiący werwą zespół, który wyrywa nas z foteli i zaraża optymizmem. Raperzy – Bek-On, Kapa i Dekim – są wyluzowanymi gośćmi i całkiem nieźle radzą sobie za mikrofonem. Nie potrzeba im górnolotnych treści – wystarcza, że ciekawie opowiadają historie, a także gdzieniegdzie przemycają dające do myślenia wersy. Zdarzają im się sentymentalne powroty do przeszłości, wspomnienia miłości czy rozgoryczenie spowodowane graniem wciąż dla garstki osób, mimo sporego stażu na scenie. Szczególnie widać to w „Moim crew”, w którym rapują: „Nieważne dziesięć lat w przód czy dziesięć lat wstecz /Ciągle te same rzeczy grają w Radiu Zet / Choć chyba przedtem mieliśmy ciut więcej wiary w rynek / Że się wygrzebię spod Dod i Mandaryn /Wymiękł niejeden przy tym, ale olać ten biznes”. MCs wachlują tematami, jednak generalnie niosą nam pozytywny, luźny, motywujący przekaz, a co więcej, wystarcza im charyzmy, by przez ten czas zatrzymywać nas przy głośnikach.

W jedną szufladkę trudno upchnąć też warstwę muzyczną krążka. Muzycy najmocniej trzymają się połączenia funku z hip-hopem, bazując na napędzających dęciakach, które miejscami uroczo przedrzeźniają się z wokalistami. (Zresztą kocham tu prawie wszystkie partie dęte). Ale poszaleć mogą też inni muzycy: gitary i perkusja wepchnęły nieco ostrzejszego, rockowego brzmienia, trąbka z klawiszami wprowadziła magiczny jazzowy moment w „Moim crew”, w „Skacz” mamy też zgrabnie wplecioną elektronikę, a tu i ówdzie pojawiają się skrecze. A wszystko to bardzo chwytliwe i sprawiające, że na koncert PomaU wybrałbym się bez wahania, by skakać w pierwszym rzędzie.

Rap na podkładach granych w pełni na żywych instrumentach to na naszej scenie bardzo unikalne połączenie. „Mamy to” jest tak strawnym, tak pozytywnym, tak eklektycznym wydawnictwem, że wyróżnia się na polskiej scenie. I chyba to sprawia, że PomaU przechodzi praktycznie niezauważenie – słuchacze nie są gotowi na takie instrumentalne zaplecze w rapie. Ale na koncertach pewnie tak jak ja zamieniliby się w kangury.

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz mi pomóc w utrzymaniu serwera, a przy okazji masz zamiar kupić sobie jakąś płytę – zrób to z mojego linku. Jak nie kupujesz płyt – dołącz do fanpage’a strony.

KUP PŁYTY Z PODZIEMIA I MAINSTREAMU NA PREORDER.PL

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.