Kamel „W międzyczasie” [przedpremierowa recenzja]

Polski trap – o ile coś takiego istnieje – jest najgłupszy. W większości biorą się za niego pajace bez jakiegokolwiek raperskiego warsztatu albo z tępymi tekstami, naśladujący Gucci Mane’a i Waka Flockę, chociaż wycierający jeszcze mleko spod nosa. Po przesłuchaniu „W międzyczasie” możemy powiedzieć sobie, że nareszcie za trap wziął się ktoś, kto ma głowę na karku.

Sama forma wydania tego materiału jest typowo amerykańska. Mixtape, który ma pobudzić hype, sprawić, żeby o Kamelu zaczęło się mówić i by udowodnić, że za pełnoprawne LP bierze się raper już w pełni ukształtowany i zdecydowany na to, w którą stronę iść.

A Kamel już na „Drodze Kamelita” – chociaż nierównej i niespójnej – zdradzał, że w swojej twórczości będzie skręcał na południe. Miałem co do tego ambiwalentne odczucia: z jednej strony jego flow rwało się do bitów, na których można się gimnastykować, a on sam przyznawał, że coraz bardziej jara się właśnie taką muzyką; natomiast osobiście wolałem, kiedy wyraziście prezentował swoje poglądy, jak w „Zwariował świat” albo „Lemingu”, tym bardziej że jako jeden z niewielu raperów Kamel polityką rzeczywiście się interesuje. Jednak MC z Dąbrowy Górniczej postawił na swoim. I bardzo dobrze.

Flow zmienia nawet w obrębie jednego numeru. Moduluje głos, przestawia akcenty, potrafi dobrze przyspieszyć i wykorzystuje podkłady, jak tylko się da. Producenci sprawili, że Kamelito ma po czym hasać  – niesamowity banger z użyciem kobzy (?) rzucił Pawulon w „Oldschoolowy typ, newschoolowy flow II”, gdzie raper z Zagłębia mocno atakuje nieudaczników na scenie i „Czystą formę” Popkillera, która „wybiła wilkom kły”. Punchlines ustępują miejsca melanżowym numerom, których wśród 20 kawałków na trackliście nie brakuje, a dla tych, którzy skłaniają ku innej tematyce Kamel przygotował takie tracki jak „Tata będzie zły” o trudnych stosunkach z ojcami swoich partnerek lub „XXL”, w którym bezpośrednio zwraca się do otyłych panien – naturalnie nie po to, by je propsować. .

W bangerowych bitach, prócz wspomnianego Pawulona, królują Czarlson, odważnie samplujący utwór „Heartbreaker” Pat Benatar, oraz PTKBeatz (nie mylić z PTK), odpowiedzialny zarówno za peterdy, jak i spokojniejszą część płyt („Czilax”). Gości – jak przystało na mixtape’ową formułę – wielu. W jednej „Polskiej gościnności” znajdzie się HK Rufijok, Dant, Skorup, Łysonżi, Bu i Wini. A w innych kawałkach są jeszcze m. in. Ciech (flow 8/10 – dop. Kaaban), Revo czy Bas Tajpan. Dla każdego coś się znajdzie.

Nawet ja – dość alergicznie reagujący na trap – czuję głód przed daniem głównym po tak świetnym starterze. „Wy to robicie, my to potrafimy” nawija na początku płyty Kamel i jednoznacznie stawia się z dala od błaznów, rapujących we wszystkich kawałkach o swagu i kodeinie. Owszem, melanż jest nieodłączny, ale nie zajmuje całej tracklisty i oby na LP zachował te proporcje.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.