Generator zużytych wersów – HIFI „Ludzie”

To jest recenzja płyty HIFI „Ludzie”, kliknij „Czytaj więcej”, by przeczytać cały tekst – tak odkrywczo i oryginalnie wyglądałby wstęp do tej recenzji, gdyby stworzył go Diox. A, sorry, dodałby jeszcze, że zawsze pisze prawdę.

Moje najlepsze wspomnienia dotyczące HIFI (Bandy) dotyczą ich ostatniej płyty „23:55”. Wydany siedem lat temu album przekonywał, że Diox potrafi całkiem nieźle rapować, w Hadesie tkwi niesamowity potencjał, zmysł producencki Czarnego wynosił go już wtedy do polskiej czołówki, a DJ Kebs swoimi skreczami i dobrze wyselekcjonowanymi cutami potrafił ubarwić niejeden numer. Przede wszystkim jednak to był bardzo sympatyczny krążek ze sporym replay value, z chwytliwymi, raczej niezobowiązującymi kawałkami, ale też z momentami na dobrze opowiedziane historie i refleksje. Kurczę, tam nawet Chada ma dobrą zwrotkę, a Fokus jak zwykle potrafił rozbawić swoimi głupkowatymi wersami typu: „Nie bądź głupi jak but, bo to proste jak drut”, „twój mandaryński znają nieliczni”, „gdyby były tańczyłyby dziwki”.

Niestety, potem gdzieś się to wszystko rozlazło. Hades nagrał płytę, którą już nazywa się miejskim klasykiem, „Niedopowiedzenia” Czarnego można stawiać w gronie najlepszych polskich płyt producenckich, Diox także nie roztrwonił sławy, jaka spłynęła na niego po „23:55” i ugruntował swoją pozycję na scenie, jednak w jego solowej dyskografii znalazły się co najwyżej przeciętne albumy.

Długo wyczekiwałem „Logiki gry”. Magia HIFI wciąż na mnie działała, więc liczyłem na to, że Diox nie tylko jest w stanie rozwinąć swój warsztat, ale sprawić, by jego solówka była czymś więcej niż „23:55”. Pamiętam, jak czekałem na publikowany w nocy pierwszy singiel – „To jest Diox” okazało się znośnym bangerkiem. Niestety, dalej było gorzej. Sztampa, nuda, oklepane tematy, niezaskakujący dobór podkładów. Jeden wielki zawód.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że powrót HIFI do korzeni, czyli do płyty w stylu MC/producent nagranej przez Dioxa i Czarnego średnio mnie jarał. Bo choć mam milion miłych wspomnień z „23:55” to kolejna płyta z samym Dioxem – nawet na podkładach genialnego Czarnego – nie wywierała na mnie żadnego wrażenia.

I niestety, ale nic mnie tu nie zaskoczyło: Diox dalej jest Dioxem. Wciąż musi używać jakiegoś generatora hip-hopowych linijek, bo nie wierzę, by jakikolwiek raper był w stanie spłodzić taką ogromną liczbę zużytych i pozbawionych jakichkolwiek emocji wersów. Niedobrze robi się od tego, jak często przekonuje, że jego rap jest prawdziwy i szczery słowami np. takimi jak: „Zero skrupułów, by napisać prawdę, HIFI, to, co nas różni od innych”, do tego dorzuca dziesiątki linijek tak odkrywczych jak:

„Sztuki ruchają się za lepszą torebkę, za szybki hajs, droższe buty
Nie wiem, po co im czterdzieści par, skoro każda z nich i tak idzie na skróty”

„Zobacz dokładnie, kim się otaczasz
Po jednym ruchu poznasz Judasza”

„Co dzień szukamy tu nowych dróg
Często przyjaciel to później wróg”

I to oczywiście niewielki wycinek tego, co znajdziecie na „Ludziach”. To oczywiście nie wszystko: mamy kontynuację „Noc nie daje snu”, która została zarżnięta gimnazjalnymi cliffhangerami oraz track o tym, jak raperowi trudno jest się związać, bo partnerka myśli, że on na imprezie obraca inne panienki. A wszystko oczywiście przez zdjęcia na Instagramie. Diox, gościu, masz 32 lata, a nie 16. Ostatni tego rodzaju highlight, o którym warto wspomnieć, to rymy w „Sztucznych ślepcach”.

Ech trudno przy tym wszystkim skupić się na muzyce, bo choć Czarny zrobił swoje, a bity z „Kool” czy „Trochę więcej” zostają w głowie, to wszystko zostaje zniweczone przez rap. Momenty, takie jak ostatnie 20 sekund „Czarnego słońca”, gdzie słychać sam podkład, to krótkie chwile oddechu. Muzycznie jest dość różnorodnie: klasyka miesza się z nowoczesnością i jak to u Czarnego bywa jest nienachalnie, naturalnie, lekko, ale bardzo w jego stylu. Na głębszą analizę niestety nie pokuszę, bo wokal przyćmiewa mi producencki geniusz i zamiast instrumentali słyszę tylko, że Diox jest najszczerszym polskim raperem.

Próbowałem słuchać „Ludzi” na każdy możliwy sposób – włączałem od początku, od środka, losowo, ale nic tej płycie nie pomagało. Zawsze po 3-4 utworach gdzieś odpływałem – monotonna, usypiająca nawijka Dioxa, brak przykuwających uwagę momentów (chyba jedynym jest refren Marysi Starosty) i wszechogarniająca nuda sprawia, że chce się uciekać od tej płyty. Chyba lepiej było to nagrać pod nazwą Diox/Czarny i nie psuć fajnej historii HIFI Bandy, bo cały jej pozytywny klimat uciekł – tylko kto by wtedy się nabrał na kolejną solówkę Dioxa, co? Szkoda gadać. Jeśli kiedykolwiek wrócę do „Ludzi”, to tylko w wersji instrumentalnej.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.