Ach, ci zwodniczy Francuzi – Pierre Lemaitre „Ofiara”

Jak rapował Kościey: „Ciężko jest żyć i być takim jak Nizioł”. Camille Verhoeven, niespełna 150-centymetrowy inspektor paryskiej policji, zapewne zgodziłby się z polskim raperem. Główny bohater „Ofiary” Pierre’a Lemaitre’a po raz trzeci musi wykazać się nie lada sprytem i błyskotliwością, tym bardziej że sprawcy bezlitośnie rozdrapują jego dawne rany.

Anne Forestier, partnerka Camille’a, zostaje okrutnie pobita jako przypadkowy świadek napadu na sklep jubilerski, co więcej, sprawcy wciąż usiłują ją zabić. Francuskiemu policjantowi przez oczami stają wydarzenia sprzed kilku lat, kiedy zginęła jego żona. Verhoeven nie chce dopuścić do kolejnej śmierci bliskiej mu osoby, toteż ukrywając fakty z życia osobistego przed przełożonymi zaczyna śledztwo, w którym coraz mniej się zgadza. Czy za napadem stoi szajka Serbów, znana z okradania banków? Czy zamknięty w sobie policjant podążą właściwymi ścieżkami? I kto tak naprawdę jest tytułową ofiarą?

Pierre Lemaitre postanowił zrobić ze swojej nowej książki coś więcej niż zwykłą powieść kryminalną. Początkowo nie zależy mu na tempie akcji. Wszystko się ociąga wraz z powolnym, nieco cynicznym stylem narratora, który wygląda na kogoś, kto opowiada tę historię setny raz i ma już jej po dziurki w nosie. W jego opowieści fabuła zdaje się schodzić na drugi plan, toteż razem z nim zaczynamy szukać głębi tej historii, nie zwracając uwagi na szczegóły akcji. I tutaj popełniamy błąd, bo Lemaitre tylko nas zwodzi. On wciąż tworzy kryminał, w tekście przemyca z pozoru nieistotne fakty, które my – w swoim przekonaniu, że czytamy literaturę wyższą – pominęliśmy. W dodatku stopniowo się rozpędza, płynnie wrzucając wyższe biegi, co również łatwo przeoczyć. Pocieszeniem może być to, że nie tylko my zostaliśmy wystrychnięci na dudka. Każdy z bohaterów gdzieś się pogubił: w pysze, w pewności siebie, w rutynie. Dopiero ostatnie przetasowanie brutalnie sprowadza nas na ziemię.

Dzięki tym zabiegom „Ofiarę” czyta się naprawdę przyjemnie, a zaskakujący finał tylko wzmacnia to uczucie. Lemaitre stworzył całkiem wciągającą powieść, do tego dał nam prztyczek w nos za to, że zgubiliśmy w trakcie czytania tyle istotnych szczegółów. Francuski kryminał wciąż ma się dobrze.

Za egzemplarz podziękowania dla:

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.