Archetyp rap twardziela – Peja/Slums Attack „Remisja”

Pisanie o Peji w 2017 roku to chyba najmniej modne zajęcie świata. Chwalenie go może wywoływać gromki śmiech. A jednak – „Remisja” nie jest taka straszna, jak mogłoby się wydawać.

Za każdym razem. Za każdym, j******, razem powtarzam sobie: „Mateusz, ogarnij się trochę z tym polskim rapem. Nie masz czasu na bycie na czasie ze krążkami, które wychodzą za granicą. Najbardziej jarasz się soulem i jazzem, a tam masz jeszcze większe zaległości. Mimo tego wciąż najczęściej słuchany przez ciebie gatunek to polski rap. Ogarnij, serio”. Nic jednak nie potrafię z tym zrobić. Wychodzi coś nowego i czuję jakiś odgórny przymus, że muszę to sprawdzić.

Tak samo było z „Remisją” Peji na bitach Braha. Miałem olać. Nie dlatego, że nie lubię Ryśka – szanuję jego dorobek, obecność na scenie, hip-hopową wiedzę oraz przemianę w życiu prywatnym. Nie znajdowałem jednak powodów, by sprawdzić ten album. „Pewnie znowu nagrał to samo” – myślałem. Mimo tego, gdy słuchałem „Sygnatury” Kobika (też nie wiem po co) jednym z polecanych przez Spotify kawałków (nie miałem wtedy, niestety, konta premium) był numer z „Remisji”. By nie wybijać się z rytmu, postanowiłem się przemordować.

I co? I okazało się, że nie było tak źle.

Od razu zatem w głowie zrodziły się pytania: A co jeśli ta płyta nie jest zła? A co jeśli ten numer zwiastuje, że reszta numerów jest jeszcze lepsza? A co jeśli… Musisz, Mateusz, M U S I S Z to sprawdzić. Włącz ten album, W Ł Ą C Z, szybko, szybciej….

Włączyłem.

I powiem tak – jeśli chodzi o Peję i jego rap nie ma tu żadnych rewolucji. To dalej to samo, mega charakterystyczne flow z tym samym akcentowaniem i zmianami głosu. Nawet jak ostatnio słyszałeś Ryśka 10 lat temu, to nie zauważysz żadnej różnicy. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, co więcej, to sprawia, że czuję się nieco młodszy, bo jestem z pokolenia tych, którzy „wychowali się” na „Na legalu”. Tak jak zawsze u Peji to teksty, którymi chciałby wpływać na swoich słuchaczy, odgrywają główną rolę. Być może mogłyby pojawiać się tu zarzuty o moralizatorstwo czy niepotrzebny patos, jednak ja przyznaję, że wersy Ryśka o skończeniu z alkoholem i prowadzeniu normalnego życia uderzają naprawdę mocno. Chyba najsilniejsze emocje budzi biograficzny numer „1976”, w których skierowana do rodziców druga zwrotka kończy się słowami:

Mamo, tato! Macie dwóch dorosłych synów, poszło!
Wasze dzieci mają dzieci, wiemy, czym jest ojcostwo
Wasze wnuki to wspaniali młodzi ludzie, pewka!
Najmłodsza, czteroletnia biega często na cmentarz
No i czasem mnie zapyta: „Czemu babcia stąd odeszła”?
Dlaczego nie zna dziadka, nigdy z wami nie zamieszka?
Żona mówi bym przestał, przecież dziecko jest za młode
Czasem pyta mnie: „Dlaczego przegraliście z alkoholem”?

W tym, a także w wielu innych miejscach Peja nawołuje do tego, by żyć mądrze, nawet mądrzej niż on, bo poznaniak wydaje się być świadomy tego, że w pewnym momencie swego życia był nieco pogubiony, ale potrafił zebrać się w sobie i z pomocą przede wszystkim rodziny wrócił na właściwą ścieżkę. Peja razem z KęKę, O.S.T.R-em z ostatniej płyty czy Kalim stoją na czele fali raperów krytykujących używki, stojąc w bardzo fajnej opozycji do młodych MCs nawołujących do hedonistycznego stylu życia. I dobrze, miejsce na scenie znajdzie się dla obu tych frontów, jednak słowa 40-letniego już Peji na pewno mają sporą wartość wychowawczą.

Ujmować Peja może także numerami o tym, jak przez długie lata kariery spełniał marzenia, stojąc na scenie razem z Phife Dawgiem czy Afrika Bambaatą i o tym, jak z łysego osiedlowego szczurka dzięki codziennej harówie stawał się grubą rybą. Zgoda – takich numerów było tysiące, ale w takich momentach czuć w rapie poznaniaka prawdziwą pasję wiodącą go przez całą karierę, a także dumę z tego, co osiągnął. I chociaż płyta zaczyna się skromnymi słowami Ryśka mówiącego o tym, jak mu miło, gdy ktoś mówi, że jest legendą i nieodłączną częścią Poznania, to w „Jestem ikoną” w bezpośrednich słowach informuje o swoim miejscu w hip-hopowym panteonie, a w kolejnym numerze deklaruje, że „jest archetypem prawdziwego rap twardziela”. Oprócz tego – jak to zawsze u Peji – zdarzają się słabsze, zbyt bezpośrednie wersy czy nawet całe kawałki: „Bragga 2017” nie ma pół grama mocy, jaki powinien mieć taki numer, a kilka numerów, w tym „Boo-Ya (jak Tribe)” z tragicznym wejściem „To ma bujać więc buja, nie zrobię ludzi w ch***
Wjeżdża Westcoastowy wuja” oraz „Odlot” brzmią jak typowe zapychacze.

Warto odnotować też zmianę producenta. Za podkłady nie odpowiada tym razem DJ Decks, a Brahu i jeżeli kojarzycie tego drugiego z jego solowych płyt („Wchodzę do gry” to naprawdę fajny album), to zupełnie nie zdziwi was klimat „Remisji”. Boom bap ustąpił miejsca lżejszym westowym podkładom, w których często znajduje się miejsce dla piszczał, a najlepszy tego przykład znajdziecie w letnim bicie z „Tylko dla orłów”. Największym bangerem zdaje się być bardziej klasyczny podkład z „Jestem ikoną”, gdzie znajduje się nieco miejsca dla cykających hi-hatów, a już największą ekstrawagancją jest chyba elektryczna gitara Jana Borysewicza. Krótko mówiąc, dalekich ucieczek od klasyki nie ma, ale czy wyobrażacie sobie Peję na innych bitach?

Generalnie jest naprawdę porządnie i solidnie. Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest jakiś must listen, to nie płyta odmieniająca oblicze sceny czy album, który z miejsca wskakuje na tegoroczne podium. Tak po prostu nie jest. Na pewno jednak „Remisja” to krążek, który da się przesłuchać, co dla mnie jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Są momenty lepsze, są momenty gorsze, ale jedno słowo kołaczące się po mojej głowie w trakcie pisania tej recenzji to „szacunek”. Nie zawsze podobały mi się ruchy Peji, nie zawsze propsowałem jego muzykę, ale „Remisją” udowadnia, że dalej zasługuje na miejsce na scenie, a to, jak zmienił swoje życie imponuje jeszcze bardziej. Nie każę wam słuchać „Remisji”, bo pewnie wielu z was będzie miało podobne opory jak ja, ale wiedzcie, że to nie boli.

PS Bolało jednak to Spotify w wersji bez premium, bo gdy którąś z propozycji stali się Wac Toja czy Kaen, zostałem tymi torturami zmuszony do kupna pełnej wersji programu.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.