Dlaczego uwielbiam audiobooki?

Grafika: fonopolis.pl/trylogia-husycka

Dobry audiobook w niczym nie ustępuje filmowi, a pod paroma względami ma nawet nad nim przewagę.

Co się wkręciłem ostatnio w audiobooki to moje. Choć wcześniej co prawda też ich słuchałem, to towarzyszyły mi jedynie, gdy dojeżdżałem autobusem do pracy lub szkoły i nudziła mnie muzyka. Na dobre zainteresowałem się nimi mniej więcej rok temu, gdy na siłowni osłuchały mi się wszystkie motywujące playlisty. Odpaliłem książkę i było naprawdę świetnie. Umysł wszedł w inny świat, mięśnie pozostały w realnym, a na bieżni zapomniałem, że brakuje mi tchu.

Audiobooki pomogły mi też w przyswajaniu kolejnych książek, bo ostatnio niewiele mam czasu, by na spokojnie usiąść i wziąć w ręce lekturę. Za dnia masa obowiązków sprawia, że mogę jedynie westchnąć spoglądając na półkę, gdzie leży niedokończona powieść Marka Krajewskiego i niezaczęty jeszcze „Idiota”. Gdy wracam z pracy, oczy mam już tak zmęczone, że zamiast patrzenia na literki wolę włączyć sobie film. Jeśli wstanę przed budzikiem, to nie zapalam światła, tylko sięgam po e-booka w telefonie – tak jest o wiele wygodniej. Prawdę mówiąc, papierowe książki czytam zazwyczaj tylko w weekendy, kiedy oglądam mecze Ekstraklasy, na których nie dzieje się zbyt wiele.

I dlatego z audiobookami tworzę doskonały team. Towarzyszą mi na siłowni, podczas zmywania, w drodze do pracy, generalnie zawsze, gdy coś robię, a mogę włożyć w uszy słuchawki. (Podczas jazdy samochodem oczywiście słucham z głośników – za słuchawki w uszach podczas prowadzenia karałbym mandatami). Łączę przyjemne z pożytecznym i nie mam wyrzutów sumienia, że czytam zbyt mało.

Jeśli chodzi o jakość audiobooków też poznałem już chyba wszystkie możliwe rodzaje. Od nagrań sprzed wielu lat, w których słychać przewracane kartki i oddechy czytającego, przez książki czytane przez profesjonalnych lektorów i powieści w interpretacji znanych aktorów, do absolutnie genialnych audiobooków z wydawnictwa superNOWA.

Na te ostatnie trafiłem, kiedy chciałem przypomnieć sobie opowiadania o Wiedźminie i podążam z nimi teraz, kiedy poznaję „Trylogię Husycką” Andrzeja Sapkowskiego. Powoli kończę „Narrenturm” i muszę powiedzieć, że to coś więcej niż audiobook, chyba słuchowisko wydaje się bardziej odpowiednim terminem. Książka jest rozpisana na role, możemy przyzwyczaić się do głosów poszczególnych bohaterów, co znacznie pomaga w wyobrażeniu sobie ich postaci. A w nie wcielają się znani aktorzy, w tym Lesław Żurek, Henryk Talar czy Sławomir Pacek (w „Narrenturm” rola epizodyczna, w „Wiedźminie” wspaniale odegrał Jaskra). Oprócz tego zadbano o dodatkowe dźwięki np. świergot ptaków, odgłosy walki czy chrzęst zbroi.

Te audiobooki z superNOWEJ to naprawdę fantastyczna sprawa. Czasami można odnieść wrażenie, jakby oglądało się film. Z tym że nie trzeba oczami śledzić ekranu. A to zaleta, która sprawiła, że audiobooki zajmują w moim życiu coraz ważniejsze miejsce. Z tego, co widzę jednak tylko powieści Sapkowskiego doczekały się takich interpretacji. Czekam na więcej, bo to naprawdę najwyższy poziom.

PS A jeśli chcecie jeszcze mały protip, to podzielę się tym, co podpowiedział mi Pivot na Twitterze – włączajcie audiobooki w prędkości x1.5 albo x2. Wtedy nawet 24-godzinne powieści nie wydają się tak straszliwie długie.

Mateusz Osiak

Dobry ze mnie chłopak, żaden odmieniec.